Dziesięć książek, które…?

książki czytanie kanon galaktyka gutenberga arcydzieło

Jakiś czas temu przez portale społecznościowe przewinęła się mania wymienianiu dziesięciu książek. Miały być to książki „najważniejsze” (cokolwiek to znaczy), najbardziej wpływowe, a może ulubione w dzieciństwie. Zasady płynne, i każdy wymieniający interpretował je po swojemu.  I mnie zdarzyło się wymienić listę, którą potem nieustannie miałam ochotę zmieniać. Teraz postanowiłam ją zebrać i podsumować. Ot, tak, aby nie zaginęła w efemeryczności internetowej. Dziesięć książek, bez których byłabym kimś innym. Porządek ściśle losowy.

Na liście nie ma Pisma Świętego, bowiem gdybym je zamieściła, właściwie mogłabym na tym zakończyć wymienianie.

1. Henryk Sienkiewicz – W pustyni i w puszczy. Moja pierwsza „dorosła lektura”, przeczytana w wieku sześciu i pół roku. Pamiętam, z jakim zapałem czytałam i jak bardzo nie mogłam się od niej oderwać. I pamiętam dwa fragmenty, potem po wielokroć powtarzane, które wpłynęły ogromnie na moje postrzeganie świata. Scena, w której bohaterowie trafiają przed oblicze Mahdiego, a Staś odważnie odmawia przyjęcia nauki, wygłaszając pamiętne zdania o nieprzyjmowaniu obcej wiary ze strachu i tchórzostwa, o byciu chrześcijaninem, jak jego ojciec. Pierwsze zetknięcie się z koniecznością obrony swoich przekonań wywołało przeogromne wrażenie. I druga scena, końcowa, w której Staś rozmawia z ojcem o konsekwencjach podjętych decyzji:

Słuchaj Stasiu! Śmiercią nie wolno nikomu szafować, ale jeśli ktoś zagrozi twej ojczyźnie, życiu twej matki, siostry lub życiu kobiety, którą ci oddano w opiekę, to pal mu w łeb, ani pytaj, i nie czyń sobie z tego żadnych wyrzutów.

2. Eliza Orzeszkowa – Nad Niemnem. Powieść absolutnie ukochana, której coroczne czytanie celebruję niczym największe święto. Zaczęłam czytać z ambicji, jako niewygodną lekturę licealną, skończyłam w niespełna dobę, pochłaniając w pełni zachwytu. Przysłowiowe opisy przyrody nie tylko urzekły same w sobie, ale i stanowiły doskonałe tło do rozgrywającej się fabuły. Choć najbardziej wciągała historia Janka i Justyny, to równie mocno kibicowałam Witoldowi Korczyńskiemu, wzruszałam się spotkaniem po latach Marty i Anzelma. Ale nie będę ukrywać, że najbardziej wciągnął wątek romansowy: całkowicie przewartościował dotychczasowe uwielbienie mrocznych sukinsynów charakteryzujących się nieodpartym urokiem bohaterów negatywnych (głównie reprezentowanych przez Bohuna), po raz pierwszy ukazał wartość uczciwej pracy i życiowego ogarnięcia. I ta scena z odrzuconą konkurentką ciskająca kamieniem – samo życie.

3. Sigrid Undstet – Krystyna, córka Lavransa. Książka, z której przy każdej lekturze wychodzi coś innego. Za pierwszy razem była to przepiękna historia miłosna i obyczajowa. Za drugim – zdołałam docenić cały rozmach i szczegółowość powieści historycznej, wszystkie powiązania i konteksty, a także świetnie nakreślone charaktery postaci. A któreś kolejne czytanie było jak obuchem w głowę – przypowieść o grzechu i jego konsekwencjach. Pamiętam dokładnie, że czytałam nocą i nie mogłam oderwać się od słów dobrze znanych, znajdując w nich wstrząsającą alegorię tego, jak nasze czyny i wybory mogą oddziaływać przez całe życie, jak niewyobrażalny ciężar mogą nieść ze sobą niektóre decyzje. Powiało grozą, ale przydało się później w życiu.

4. J.R.R. Tolkien – Władca Pierścieni. Kolejna saga, której nie mogłoby tu nie być, a której nie umiem właściwie opisać, bo wszystkie słowa to za mało. Którą czytało się po wielokroć i na różne sposoby. W której za każdym razem wzruszało się losem i przemianą Eowiny. Z której uczyło się, że są rzeczy ważne i ważniejsze, i że istnieją wybory bez wyboru. I z której – niespodziewanie – można było się nauczyć umierania.

5. Antoni Libera – Madame. Czytania nocami ciąg dalszy. Jednym tchem. Poezja zaklęta w prozę. Kunszt formy, dopracowany w każdym szczególe, i brak jakiegokolwiek zbędnego słowa. Historia iskrząca się erudycyjnością, pobrzmiewająca nostalgicznym i melancholijnym ubi sunt. Może trochę parodia „wielkiej miłości”, w której liczy się forma, a nie treść. A może nie.

6. J.K. Rowling, Harry Potter i kamień filozoficzny. Dysonas. Sama czuję się dziwnie, umieszczając tę książkę na tak ważnej liście. Ale jednak. To właśnie ta lektura, pochłonięta jednym tchem w wieku szkolnym, wciągnęła mnie w świat fantastykii fanfiction, owocując wieloma ważnymi znajomościami. Książka, której nie określiłabym epitetem „wartościowa” ani nawet „dobra”, miała konsekwencje niewiarygodne i niemożliwe do przewidzenia.

7. Jean Raspail, Sire. Lekcja monarchizmu, lekcja wierności, lekcja odwagi. Proza Raspaila, urzekająca pięknem i prostotą stylu, a treść – trafia w sedno rozmaitych moich przemyśleń. Każda z jego powieści jest na swój sposób szczególne, ale to właśnie Sire, ta przedziwna wariacja opowieści drogi, pokazuje, że ważne wybory tak naprawdę sa bardzo proste, a wierność sobie to żelazna konsekwencja.

8. Carlos Ruiz Zafon, Cień wiatru. Pierwszy poważny dylemat lekturowy. Lektura pochłonięta jednym tchem, zaczarowująca i wciągająca – i zostawiająca z poczuciem dysonansu. Magiczne słowa, tajemnicza intryga – a jednak coś w tej powieści było mocno nie w porządku. Niczym słodka trucizna, urzeka, ale pozostawia dziwne wrażenie niestosowności. Czytam kolejne zafony, cieszę się nimi, ale z tym wrażeniem uporać się nie mogę i nadal nie wiem, o co właściwie chodzi. Bo o coś na pewno.

9. Stefan Incze, Cristeros. Miłość i krzyżRzadko płaczę przy lekturze książek. Sztandarowy przykład to scena śmierci Mateusza w Ani z Zielonego Wzgórza. Zaś tutaj opis pogrzebu ojca Miguela Pro zostawił mnie ze zduszonym szlochem i utwierdzoną pewnością, że walczyć o coś to znaczy być gotowym zginąć za coś. Ponadto: właściwie wszystko, co sądzę o tej powieści, opisałam w recenzji.

10. Orson Scott Card, Gra Endera (i następne części). Klasyka klasyki. Ponownie lektura, od której nie mogłam się oderwać (wychodzi na to, że ta niemożność to mój wyznacznik „ulubionych książek”). Nie umiem w prosty sposób opisać historii Endera. Jest tak złożona, jak złożone sa ludzkie charaktery i namiętności, które opisuje. Można się z niej dowiedzieć bardzo wiele o nas samych. Zadaje trudne pytania i nie udziela na nie odpowiedzi. Zostawia w refleksją, a czasami z przestrachem. I nie pozwala o sobie zapomnieć.

Zestaw pozornie przemyślany, choć pewnie za jakiś czas znów będę chciała w nim coś zmieniać. Lista ważnych lektur dorasta razem ze mną, ale te powyżej zostaną, niczym kamienie milowe tego, kim byłam i co się ze mną działo.

You may also like

  • Ale przecie Harry Potter jest i dobry, i wartościowy 😀

    • Bo ja wiem. Literacko jest słaby, najlepszy jest III tom, potem zaczyna się systematyczny spadek formy (by osiągnąć dno w okolicach epilogu). Wartościowy – też niekoniecznie, bo promuje zasadę celu uświęcającego środków dużo bardziej niż nawet przygody obrotnego Odysa.

      • Maciek

        A czy książka musi być ‚wartościowa’ poprzez promowanie postaw nam bliskich? Rzeczy, z którymi się gorąco nie zgadzamy też są wartościowe – dzięki nim wiemy, jacy na pewno nie chcemy być.

        • Myślę, że życie jest za krótkie na czytanie rzeczy, które nie są nam bliskie 😉 Poza tym, gdyby był dobrze napisane, mogą stanowić zagrożenie, przesączyć swoje złe wartości. Nie, nie widzę zalet w „książkach zbójeckich” 😉

  • Ula

    Miałabym duży problem ze stworzeniem takiej listy, ale lubię trafiać na nie u innych bo zawsze znajdą się jakieś pozycje, które mam ochotę przeczytać.

    • Cieszę się, że mogłam zainspirować 🙂 Sama miałam ogromny problem ze stworzeniem tej listy, długą ją kminiłam, i pewnie nadal nie jest do końca idealna i odzwierciedlająca moje gusta.

  • Pingback: Dalsze losy dalszych ciągów | Świeczek()

  • Basileus

    Libera OK (poza momentami, kiedy tłumaczy Sofoklesa z tłumaczenia angielskiego), „Madame” też czytałem po nocach. Zupełnie za to nie zgadzam się z zarzutem o przerost formy nad treścią w postawie głównego bohatera – jego miłość do Madame jest taka a nie inna po prostu dlatego, że jest niespełniona. I to niespełnienie jest Liberze koniecznie potrzebne przynajmniej z dwóch powodów:

    1) Miłość do nauczycielki jest obłożona zakazem z tej samej kategorii co kazirodztwo. Uczucia głównego bohatera zderzają się z tym zakazem i znajdują ujście w formie twórczości literackiej. Mamy tu zatem refleksję nad genezą kultury podlaną freudowskim sosem (kompleks Edypa tak bardzo).
    2) Ważnym tematem jest u Libery jest mit złotego wieku albo geneza mitu jako takiego. Wątek tego, jak to świetnie było kiedyś i jak to marnie jest dzisiaj (szachy, taternictwo, jazz, filologia romańska) powraca w książce bez przerwy. Dramatyzując i poetyzując swoje uczucie do Madame główny bohater stara się przezwyciężyć ten dualizm i wyczarować coś idealnego w teraźniejszości. Ponosi ewidentną klęskę. Ale potem, po kilku latach, spotyka młodszego siebie ucznia i okazuje się, że uczcie które w jego oczach było marne i zupełnie żadne stało się przedmiotem mitu. Bo mit nie opowiada o historii. Opowiada o tym, do czego tęsknimy. Tak przynajmniej zdaje się mówić Libera.

  • Widzę, że kilka pozycji nam się pokrywa. A te pozostałe kilka muszę nadrobić 🙂

  • Dziewczyno!To są moje odczucia!
    Już piszę czemu: „W pustyni i w puszczy” do ukochana lektura. Dokładnie ten sam pasaż na mnie wywarł przeogromne wrażenie. To wrażenie zostało do dzisiaj.

    „Władca Pierścieni” zainspirował mnie właśnie do napisania monologu o śmierci.

    „Cień Wiatru” – ale to określiłaś -słodka trucizna. Mi się nie podobała właśnie z tego powodu. Wydaje mi się że jest to z powodu elementów new age które są bardzo niebezpieczne.

    „Krystyna córka lavransa” – mocne. Też mam recenzję właśnie tej książki na moim blogu.

    pozdrawiam

    Co za lista 🙂

    • Dobrze przeczytać, że ktoś ma podobne odczucia lekturowe. Zawsze jakoś tak raźniej, że coś może być odczytane i zrozumiane podobnie.

  • „Nad Niemnem” – też przeczytane w moim wypadku z przekory i też mnie zachwyciło 🙂 Opisy przyrody są piękne!
    No i oczywiście „Władca Pierścieni” (Eowina!), „Madame”!

    • Widzę, że mamy dużo wspólnego 😀

  • Ha! Bardzo niespodziewana lista. No i przeczytałem mniej niż połowę z tego, więc dzięki za wskazówki. 😉

    A propos LotR: http://mbork.pl/2015-01-31_The_Return_of_the_King

    • Cóż w niej takiego niespodziewanego? Co czego Cię zachęciłam? 🙂

  • Jedna z niespodzianek to OSC. Tym bardziej, że „Gra Endera”, a nie „Mówca umarłych” (wiem, napisałaś „i następne części”, ale to nie to samo).

    Pełna zgoda co do „W pustyni i w puszczy” – też lubię!

    Muszę spróbować „Nad Niemnem”.

    Widząc Sienkiewicza i HP spodziewałem się pewnej innej kanonicznej pozycji (czy raczej serii) z gatunku dziecięco-młodzieżowej, choć z drugim dnem – tym bardziej z uwagi na klasyczne inklinacje;-). A tu niestety nic.

    O większości pozostałych nie słyszałem (nie wiem, czy to duży wstyd, ale się nie przejmuję;-P), będę musiał zbadać sprawę.

    • Mówca i Ksenocyd nie mają sensu bez Gry – która jest wszelako i wyjściowa, i kultowa.

      Narnii się spodziewałeś? To seria i wspaniała, i ważna, i wyjątkowa – ale każdy wybór oznacza rezygnację, nie dało się wybrać wszystkiego.

      Zachęcam zwłaszcza do Krystyny.

      • Byś się zdziwiła: o ile wiem, Mówca był planowany (czy nawet pisany – muszę poszukać źródła) przed Grą.

        A z ciekawości: czy pominięcie „Dzieci Umysłu” (zgadzam się, że słabszych) i „Endera na wygnaniu” (lepszego) było celowe?

        Nie, nie myślałem o Narni, choć to też. Szukaj dalej;-).

        (NB: „Narni” czy „Narnii”?)

        • Narnii, oczywiście. Ale obciach.

        • O, a to ciekawe. Niemniej cykl jest, jaki jest, dlatego quod scripsi, scripsi. Dalej niż Ksenocyd nie czytałam, muszę sięgnąć kiedyś. Carda nie da się w zbyt dużych ilościach 😉
          Skoro nie Narnia, to może Muminki…?

          • Nie, nie Muminki! A dałem podpowiedź – związki z filologią klasyczną…

          • Aaa, że Jeżycjada? 😀 Miłe, fajne, lubię, ale żeby jakoś ważne czy wybitne? Nie u mnie. HP się tu znalazło bo ciąg był taki, że trafiłam na jedno forum, potem z niego na drugie, na którym poznałam męża 😉

  • No wiem, że nie jest ani bardzo ważna, ani wybitna (choć dobra!) – ale HP też nie, a J. jest o wiele lepsza. A o Twojej historii oczywiście nie wiedziałem. 😛

    Fun fact: jeden z trzech nas facetów na forum M. Musierowicz przedwczoraj brał ślub. Ze swoją żoną poznał się właśnie na forum. 😀

  • allegra_walker

    Osiem z wymienionych znam (jedne lubię, inne kocham), dziewiątą raczej sobie daruję, a dziesiątą, czyli „Cristeros”, kupiłam natychmiast po zapoznaniu się z Twoją listą – i właśnie ją czytam 🙂

    • I jak wrażenia z Cristeros? A z ciekawości – którą sobie darujesz? 🙂