Dziesięć książek, które…?


Galaktyka Gutenberga / piątek, Listopad 14th, 2014

książki czytanie kanon galaktyka gutenberga arcydzieło

Jakiś czas temu przez portale społecznościowe przewinęła się mania wymienianiu dziesięciu książek. Miały być to książki „najważniejsze” (cokolwiek to znaczy), najbardziej wpływowe, a może ulubione w dzieciństwie. Zasady płynne, i każdy wymieniający interpretował je po swojemu.  I mnie zdarzyło się wymienić listę, którą potem nieustannie miałam ochotę zmieniać. Teraz postanowiłam ją zebrać i podsumować. Ot, tak, aby nie zaginęła w efemeryczności internetowej. Dziesięć książek, bez których byłabym kimś innym. Porządek ściśle losowy.

Na liście nie ma Pisma Świętego, bowiem gdybym je zamieściła, właściwie mogłabym na tym zakończyć wymienianie.

1. Henryk Sienkiewicz – W pustyni i w puszczy. Moja pierwsza „dorosła lektura”, przeczytana w wieku sześciu i pół roku. Pamiętam, z jakim zapałem czytałam i jak bardzo nie mogłam się od niej oderwać. I pamiętam dwa fragmenty, potem po wielokroć powtarzane, które wpłynęły ogromnie na moje postrzeganie świata. Scena, w której bohaterowie trafiają przed oblicze Mahdiego, a Staś odważnie odmawia przyjęcia nauki, wygłaszając pamiętne zdania o nieprzyjmowaniu obcej wiary ze strachu i tchórzostwa, o byciu chrześcijaninem, jak jego ojciec. Pierwsze zetknięcie się z koniecznością obrony swoich przekonań wywołało przeogromne wrażenie. I druga scena, końcowa, w której Staś rozmawia z ojcem o konsekwencjach podjętych decyzji:

Słuchaj Stasiu! Śmiercią nie wolno nikomu szafować, ale jeśli ktoś zagrozi twej ojczyźnie, życiu twej matki, siostry lub życiu kobiety, którą ci oddano w opiekę, to pal mu w łeb, ani pytaj, i nie czyń sobie z tego żadnych wyrzutów.

2. Eliza Orzeszkowa – Nad Niemnem. Powieść absolutnie ukochana, której coroczne czytanie celebruję niczym największe święto. Zaczęłam czytać z ambicji, jako niewygodną lekturę licealną, skończyłam w niespełna dobę, pochłaniając w pełni zachwytu. Przysłowiowe opisy przyrody nie tylko urzekły same w sobie, ale i stanowiły doskonałe tło do rozgrywającej się fabuły. Choć najbardziej wciągała historia Janka i Justyny, to równie mocno kibicowałam Witoldowi Korczyńskiemu, wzruszałam się spotkaniem po latach Marty i Anzelma. Ale nie będę ukrywać, że najbardziej wciągnął wątek romansowy: całkowicie przewartościował dotychczasowe uwielbienie mrocznych sukinsynów charakteryzujących się nieodpartym urokiem bohaterów negatywnych (głównie reprezentowanych przez Bohuna), po raz pierwszy ukazał wartość uczciwej pracy i życiowego ogarnięcia. I ta scena z odrzuconą konkurentką ciskająca kamieniem – samo życie.

3. Sigrid Undstet – Krystyna, córka Lavransa. Książka, z której przy każdej lekturze wychodzi coś innego. Za pierwszy razem była to przepiękna historia miłosna i obyczajowa. Za drugim – zdołałam docenić cały rozmach i szczegółowość powieści historycznej, wszystkie powiązania i konteksty, a także świetnie nakreślone charaktery postaci. A któreś kolejne czytanie było jak obuchem w głowę – przypowieść o grzechu i jego konsekwencjach. Pamiętam dokładnie, że czytałam nocą i nie mogłam oderwać się od słów dobrze znanych, znajdując w nich wstrząsającą alegorię tego, jak nasze czyny i wybory mogą oddziaływać przez całe życie, jak niewyobrażalny ciężar mogą nieść ze sobą niektóre decyzje. Powiało grozą, ale przydało się później w życiu.

4. J.R.R. Tolkien – Władca Pierścieni. Kolejna saga, której nie mogłoby tu nie być, a której nie umiem właściwie opisać, bo wszystkie słowa to za mało. Którą czytało się po wielokroć i na różne sposoby. W której za każdym razem wzruszało się losem i przemianą Eowiny. Z której uczyło się, że są rzeczy ważne i ważniejsze, i że istnieją wybory bez wyboru. I z której – niespodziewanie – można było się nauczyć umierania.

5. Antoni Libera – Madame. Czytania nocami ciąg dalszy. Jednym tchem. Poezja zaklęta w prozę. Kunszt formy, dopracowany w każdym szczególe, i brak jakiegokolwiek zbędnego słowa. Historia iskrząca się erudycyjnością, pobrzmiewająca nostalgicznym i melancholijnym ubi sunt. Może trochę parodia „wielkiej miłości”, w której liczy się forma, a nie treść. A może nie.

6. J.K. Rowling, Harry Potter i kamień filozoficzny. Dysonas. Sama czuję się dziwnie, umieszczając tę książkę na tak ważnej liście. Ale jednak. To właśnie ta lektura, pochłonięta jednym tchem w wieku szkolnym, wciągnęła mnie w świat fantastykii fanfiction, owocując wieloma ważnymi znajomościami. Książka, której nie określiłabym epitetem „wartościowa” ani nawet „dobra”, miała konsekwencje niewiarygodne i niemożliwe do przewidzenia.

7. Jean Raspail, Sire. Lekcja monarchizmu, lekcja wierności, lekcja odwagi. Proza Raspaila, urzekająca pięknem i prostotą stylu, a treść – trafia w sedno rozmaitych moich przemyśleń. Każda z jego powieści jest na swój sposób szczególne, ale to właśnie Sire, ta przedziwna wariacja opowieści drogi, pokazuje, że ważne wybory tak naprawdę sa bardzo proste, a wierność sobie to żelazna konsekwencja.

8. Carlos Ruiz Zafon, Cień wiatru. Pierwszy poważny dylemat lekturowy. Lektura pochłonięta jednym tchem, zaczarowująca i wciągająca – i zostawiająca z poczuciem dysonansu. Magiczne słowa, tajemnicza intryga – a jednak coś w tej powieści było mocno nie w porządku. Niczym słodka trucizna, urzeka, ale pozostawia dziwne wrażenie niestosowności. Czytam kolejne zafony, cieszę się nimi, ale z tym wrażeniem uporać się nie mogę i nadal nie wiem, o co właściwie chodzi. Bo o coś na pewno.

9. Stefan Incze, Cristeros. Miłość i krzyżRzadko płaczę przy lekturze książek. Sztandarowy przykład to scena śmierci Mateusza w Ani z Zielonego Wzgórza. Zaś tutaj opis pogrzebu ojca Miguela Pro zostawił mnie ze zduszonym szlochem i utwierdzoną pewnością, że walczyć o coś to znaczy być gotowym zginąć za coś. Ponadto: właściwie wszystko, co sądzę o tej powieści, opisałam w recenzji.

10. Orson Scott Card, Gra Endera (i następne części). Klasyka klasyki. Ponownie lektura, od której nie mogłam się oderwać (wychodzi na to, że ta niemożność to mój wyznacznik „ulubionych książek”). Nie umiem w prosty sposób opisać historii Endera. Jest tak złożona, jak złożone sa ludzkie charaktery i namiętności, które opisuje. Można się z niej dowiedzieć bardzo wiele o nas samych. Zadaje trudne pytania i nie udziela na nie odpowiedzi. Zostawia w refleksją, a czasami z przestrachem. I nie pozwala o sobie zapomnieć.

Zestaw pozornie przemyślany, choć pewnie za jakiś czas znów będę chciała w nim coś zmieniać. Lista ważnych lektur dorasta razem ze mną, ale te powyżej zostaną, niczym kamienie milowe tego, kim byłam i co się ze mną działo.