Pieśń morskich fal

song of the sea, sekrety morza, foka, selkie

Rzadko zdarza mi się zachwycić czymś od pierwszego wejrzenia, a przy bliższym poznaniu nie tylko ów zachwyt potwierdzić, ale jeszcze pogłębić. Tak było z niezwykłą animacją, która urzekła mnie od pierwszego ujrzenia plakatu, zaczarowała zwiastunem i przyciągnęła do kina mimo niesprzyjającej pory (jak przystało na „filmy dziecięce”, produkcja puszczana była tylko w pierwszej części dnia). Samotne przebywanie na pustej sali kinowej oraz zimny, deszczowy majowy poranek, przywodzący na myśl irlandzką pogodę jeszcze bardziej ułatwiły zatopienie się w historii o tym, jak świat faerie przeplata się z naszym.

Pierwsze skojarzenie przywołuje na myśl charakterystyczną kreskę znaną z filmu Sekret księgi z Kells, i jest ono słuszne, gdyż oba filmy wypuściło irlandzkie studio Cartoon Saloon. Song of the Sea, przetłumaczone przez polskiego dystrybutora jako Sekrety morza (wiele można dywagować nad nadreprezentacją „sekretów” i „tajemnic” w polskiej tytulaturze filmowej…), stanowi fascynującą wyprawę w świat irlandzkiej kultury i mitologii. Ze względu na bardzo nie-disnejowską animację film może się wydawać trudniejszy w odbiorze, wymaga większego skupienia, więcej uwagi, dużo więcej przekazuje za pomocą samego obrazu. Zachwyca jednak misterną, subtelną scenografią, w którą wplecione są motywy celtyckie. Obrazy są wciągające i choć stanowią idealne tło dla tej niezwykłej historii, wystarczyłyby same w sobie, można bez końca oglądać same ujęcia irlandzkich krajobrazów i tańczących w morzu fok.

song of the sea, sekrety morza, seliePodstawą historii jest celtyckim mit o selkie – fokach, która potrafią zrzucić swoją skórę i przyjąć postać ludzkiej kobiety. Istnieje wiele wariantów opowieści o związkach tych istot z ludźmi, o tym, jak przygodny rybak zyskiwał wspaniałą, wierną towarzyszkę, czasami ukrywając przed przeistoczoną selkie jej skórę. Jednak mimo szczęścia w takim małżeństwie, focza żona tęskniła za swoją prawdziwą naturą, a zew morza okazywał się zawsze silniejszy. Jedną z takich historii jest właśnie Song of the Sea. To dwie selkie, matka i córka, są głównymi bohaterkami, choć ta pierwsza znika na początku filmu, zaś ta druga pozostaje niema przez jego większą część. Ale prawdziwymi (i najpiękniejszymi) bohaterkami są foki – niczym milczący chór towarzyszą bohaterom w najważniejszy chwilach, delikatnie popychając akcję ku dobremu, choć smutnemu rozwiązaniu. Losy Bena i Saorise, brata i siostry, uwikłanych w pościg za zagadką zniknięcia ich matki, przeplatają się z powołanym tu do życia światem legendarnych  irlandzkich wierzeń. Interesującym kluczem są też tutaj imiona bohaterów: ojciec i syn noszą zwyczajne, Conor i Ben, jako ci przynależni do świata ludzkiego. Natomiast imiona selkie są znaczące: Bronagh, wywodzące się ze słowa „smutek” oraz Saorie, oznaczające „wolność”, i stanowią wskazówkę interpretacyjną lepszego zrozumienia historii, jak również wskazują na przynależność bohaterek do celtyckiego imaginarium.

screenshot-2014-11-10-at-3-44-20-pm-song-of-the-sea-is-shaping-up-to-be-utterly-utterly-beautiful

Nie sposób nie zakochać się w tej prostej, subtelnej historii. Samo streszczenie fabuły mogłoby brzmieć miałko, jednak opowieść ta, podana w otoczeniu przecudownej animacji i niezwykłej muzyki, zapiera dech w piersiach. Pokazuje magiczne związki dwóch światów, ludzkiego i baśniowego. Mitologia celtycka przeplata się z rzeczywistością w niezwykle subtelny sposób, historie mitycznych herosów zostają włączone w losy głównych bohaterów. Najważniejsze postacie celtyckich mitów, takie jak Mac Lir czy Macha, sowia wiedźma, pojawiają się na ekranie osobiście, jednocześnie mając swoje odpowiedniki w postaciach ze świata rzeczywistego. Ta paradoksalna paralela, wzmocniona poprzez podkładanie głosów obu postaci przez tego samego aktora, pozwala prześledzić związki i podobieństwa losów istot z naszego i tamtego świata. Subtelne nawiązania, przychodzące na myśl nie podczas oglądania, ale dopiero po dłuższym namyśle, stanowią o fascynującym i wciągającym charakterze tego filmu.

Wspomniana już muzyka jest niezwykle ważną częścią filmu. Delikatna, melancholijna, zawiera w sobie niewytłumaczalny smutek, który jest przecież naturalną częścią ludzkiego życia. Pokazuje, podobnie jak zakończenie filmu, że nie ma prostych rozwiązań, że spokój rodzi się z akceptacji nieuchronnego. Jakże inne jest to od łatwych happy endów z wytwórni Walta Disneya. Song of the Sea w swoich najgłębszych warstwach to opowieść o wartości rodzinnych więzów, o wierze w baśnie i legendy oraz o tym, że życie, choć czasem smutne, jest niewyobrażalnie piękne.

foki, seals, song f the sea, sekrety morza

You may also like

  • simplifepl

    Zwiastun jest piękny. Właśnie przesłuchuję soundtrack i zapowiada się cudownie. Uwielbiam takie bajki z duszą, takie gdzie najważniejsza jest historia a nie efekty specjalne. Dawno nikt mi niczego tak fajnego nie polecił, dziękuję 🙂

  • piękna melodia♥ uwielbiam takie magiczne klimaty, szczególnie obrazy morza, ta gra niebieskim kolorem – cudownie przekazane

    • To prawda, kolorystyka filmu jest urzekająca 🙂

  • Naprawdę dobra recenzja i słuszne uwagi. Też spodobał mi się związek między Machą i babcią. Z jakiego języka pochodzą te imiona? Chciałam jeszcze zapytać, czy elementy mitologii skandynawskiej też tam są? Czy tylko celtyckiej? Film jest zrobiony przez twórców z Irlandii i Danii, więc pomyślałam, że może coś typowo skandynawskiego też jest. Czy mógłby Pan polecić mi jakąś wartościową książkę o celtyckiej mitologii?

    • Oba imiona są irlandzkie: Bronagh to inne wersja imienia Brónach, świętej irlandzkiej z VI wieku; Saorise to także irlandzkie imię. Z książek o mitologii jest klasyczna „Mitologia Celtów” Jerzego Gąssowskiego, ale mnie najlepiej czytało się zbiór opowieści „Za dziewiątą falą. Księga legend irlandzkich” Marie Heaney ( http://lubimyczytac.pl/ksiazka/73941/za-dziewiata-fala-ksiega-legend-irlandzkich ). Czyta się to niczym gawędy dawnych bajarzy, pogrupowane w cykle wedle oryginalnych podziałów. Nawiązań do mitologii skandynawskiej w filmie nie zauważyłam, ale nie wykluczam, że czegoś nie wiem 😉

      P.s. Nie pan, a pani, a najlepiej po prostu Świeczek 😉

  • Ojej, przepraszam. Męska forma mnie zmyliła. Dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.

  • Czyli potwierdza się to co o filmie myślę 🙂 Bo ja też zakochałam się w nim od pierwszego spojrzenia na plakat, ale nie udało mi się go jeszcze niestety obejrzeć. Twoja recenzja mnie zmotywowała!

    • Koniecznie! U mnie też się zaczęło od zachwytu plakatem, potem zobaczyłam zwiastun i przepadłam.

  • Tą bajkę opisuje jedno słowo: przepiękna. Po prostu cudowna i urocza. To samo tyczy się „Sekretów Księgi z Kells”, którą obejrzałam w zabytkowym miejskim kinie Pionier.
    Zachwycam się nimi do dziś i chyba jeszcze nie raz do nich wrócę.

    • Wyraźnie widać, że wyszył te filmy z jednej wytwórni 🙂 Mam nadzieję, że na tym nie poprzestaną!

      • Ja również wiążę z tym nadzieje, bo szkoda by było nie zobaczyć więcej i się jeszcze nie pozachwycać. Oby tylko nie kazali nam czekać sześciu lat jak ostatnim razem!