Camino znaczy droga

DSCN2238

To pragnienie powstawało stopniowo, niemal niezauważenie. Wiedza o istnieniu Drogi Świętego Jakuba istniała gdzieś na skraju mojej świadomości – podobno jest takie coś, ale nie ma żadnego związku ze mną. A przecież zawsze kochałam podróże, a zwłaszcza piesze wędrówki. Także te pątnicze. Wielokrotne letnie pielgrzymki na Jasną Górę, kilka wypraw na francuskie Paris Chartres, niezliczone ilości innych przemarszów. I gdzieś wśród tego wszystkiego, święty Jakub zaczął wzywać – cicho, ale nieustępliwie.

Zeszłoroszna wyprawa, trasą Camino Portugalskiego, mieściła się jeszcze w granicach rozsądku. Zaczynaliśmy w Porto, około 250 kilometrów do przejścia, nie jest to jeszcze wielkie wyzwanie. Sam szlak jest wyjątkowo piękny (Portugalia to w ogóle niezwykły kraj), a także mało uczęszczany, zatem bardzo dobry na pierwsze camino. Sądziłam, że będzie to jednorazowa przygoda – to znaczy, sądziłam tak przed wyprawą i może przez kilka pierwszych kilometrów. Jeśli rację ma Kapuściński, mówiąc o nieuleczalnym zarażeniu podróżą, to camino nie tylko zaraża, ale i uwodzi na zawsze.

Drogi nie da się porównać z niczym innym. Nawet jeśli wybiera się we dwójkę, czy też większą grupą, pręczej czy później człowiek zostaje sam na sam ze swoimi myślami, i z Bogiem. Priorytety redukują się do naprawdę niewielu rzeczy. Konieczność niesienia własnego bagażu sprawia, że ograniczamy się do naprawdę niezbędnego. Rytm dnia ustala pobudka przed świtem i wędrowanie do wczesnego lub późnego popołudnia. Najważniejszą potrzebą staje się kawałek cienia na postój, chłodna woda zaspokajająca pragnienie, miejsce w schronisku na nocleg i czyste skarpetki. Oderwanie od zgiełku codziennej rzeczywistości – telefon służy tylko jako budzik, raz na kilka dni w schronisku trafi się komputer z dostępem do internetu i można poinformować rodzinę i znajomych, że nadal się żyje.

DSCN2281

I droga. Czasem prosta i płaska, czasem z wyjątkowo trudnym podejściem. Z rzadka przez miasta, częściej przez uśpione wioski, zazwyczaj przez bezkresną naturę. Im bliżej Santiago, tym więcej pątników się spotyka, ale w pierwszych dniach można nie natknąc się niemal na nikogo. Czas wypełnia rozmowa, modlitwa, podśpiewywanie, ale tak naprawdę najwięcej jest milczenia i po prostu wędrowania. Nie da się opisać, nie da się zawrzeć w słowach wrażeń i przeżyć, których się tam doświadcza. Są jednak tak silne, że zmuszają do powrotu. Kto raz odpowiedział na wezwanie camino, będzie tęsknić przez całe życie.

W tym roku wyprawa w oczach niektórych zakrawa na szaleństwo. Wybraliśmy Drogę Francuską, tę najpopularniejszą, najstarszą, najbardziej znaną i uczęszczaną. Ale wędrówka z granicy francusko-hiszpańskiej to za mało: zaczniemy wcześniej w Pirenejach, w Lourdes, w zagubionych w górach sanktuarium, do którego mamy szczególny sentyment. Trasa z Saint-Jean-Pied-de-Port to niespełna 800 km, z Lourdes wypadnie prawie 900. Gdyby udało się jeszcze zrealizować trasę z Santiago do Fisterre, do przylądka ochrzczonego mianem „końca ziemi”, byłby okrągły tysiąc (tu link do map Googla, przedstawiający trasę w przybliżeniu). Tysiąc przewędrowanych kilometrów. Brzmi przerażająco cudownie – i oto właśnie chodzi.

DSCN2338Zdjęcia pochodzą z mojego ubiegłorocznego camino.

You may also like

  • O pielgrzymowaniu do Santiago przeczytałam w książce Colho „Pielgrzym”, oczywiście w marzeniach chcialabym iść taką drogą. Pielgrzymka w pojedynkę lub w małym gronie (tak podobno idzie się do Santiago) bardziej mi odpowiada niż te nasze procesje wędrujące do Częstochowy. Jakoś łatwiej jest mi praktykować duchowość w ciszy i samotności niż w tłumie…

    • Za Coehlo akurat nie przepadam, mówiąc delikatnie, i uważam, iż Camino ma w sobie dużo więcej, niż opisuje ta książka.

      Zgadzam się, że cisza i skupienie są ważne. Pewnie, fajnie czasem być w grupie, pośmiać się, poczuć dobrze razem – ale jednak ta samotność jest większym wyzwaniem i zarazem daje większe efekty. Mam nadzieję, że kiedyś się wybierzesz!

  • A pisałaś gdzieś po przejściu tego tysiąca? Jak rozumiem udało się zrealizować marzenie i wyprawę zakrawającą w oczach niektórych na szaleństwo?

    • Nie pisałam, ale może napiszę 🙂 Udało się zrealizować, choć dla mnie w tym żadnego szaleństwa nie było 😉

  • Jestem pod ogromnym wrażeniem, gratuluję. Zachęcam do napisania postu o wrażeniach, jestem ciekawa twoich odczuć 🙂

    • Dziękuję! Postaram się zatem zmobilizować, nowy rok, nowe postanowienia 😉

  • Zawsze o tym marzyłam. To znaczy nie pamiętam czasów, kiedy nazwa Camino de Santiago nie była mi znana. Od dziecka słuchałam opowieści przyjaciół rodziców o drodze, o przeżyciach, o trudnościach i podróży wgłąb siebie. Niedawno oglądałam film na ten temat i Camino powróciło z zakamarków mojej głowy na pierwszy plan. To jest jedno z tych miejsc o których się nie zapomina. Muszę się tam wybrać.

    • Kiedy się raz wybierzesz, będziesz już zawsze wracać 😉

  • Przeczytałam Twój wpis z ogromną przyjemnością – aż mam ochotę spakować plecak i ruszać w drogę, natychmiast:) Ta podróż jest na liście moich planów, i też z Pirenejami po drodze, dlatego bardzo ciekawa jestem Twojej relacji z kolejnej wyprawy. A czy czytałaś coś na temat drogi do Santiago, możesz polecić? Może niekoniecznie typowy przewodnik, ale coś, co pozwala wczuć się w klimat drogi. Ostatnio natknęłam się na książkę wydawnictwa, które bardzo lubię (książka nazywa się „Do Santiago O pielgrzymach, Maurach, pluskwach i czerwonym winie”), ale ta relacja jakoś mnie nie porwała, utknęłam po kilku przeczytanych stronach. A może w ogóle nie warto nic czytać, tylko po prostu jechać:)

    • Znam książkę, o której wspominasz – przeczytałam ją, ale również nie porwała. Mam wrażenie, że relacja ta była jakoś na siłę zabawna i mocno przyziemna. I nie znalazłam jeszcze żadnej innej książki o Camino, która by oddała moje uczucia (chyba ją muszę sama napisać!).

      Świetnie, że chcesz się wybrać, polecam i Pireneje, a także wcześniejszą trasę przez Owernię (Via Podiensis), która jest w moich planach.

      Widzę, że nie mam wyjścia, jak napisać coś więcej – po prostu strasznie trudno jest tak niezwykłe przeżycie ubrać w słowa.

      • Iza

        Ja tam bym chętnie Twoją książkę na ten temat przeczytała:) Ale wpis też mnie usatysfakcjonuje, więc czekam:)

        • A czy Ty wiesz, że książka jest takim (nie)śmiałym marzeniem i nawet się pisze? 😉 Tylko najpierw doktorat musi powstać 😀 A wpis będzie w weekend!

  • Powodujesz we mnie nie pochamowaną chęć rzucenia wszystkiego, zabrania plecaka i ruszenia w dal!

  • Pingback: Droga do gwiazd | Świeczek()

  • Szlak Camino de Santiago, jakąkolwiek trasą jak niesamowitym przeżyciem! Trudno to opisać 🙂 Mam nadzieję, że będą miała okazję aby przejść tą trasę jeszcze raz. Pozdrawiam!

  • Pingback: Poznani w podróży. Camino de Santiago w spódnicy. Rozmowa z Marysią Giereszewską – TravelSlow()