Kurs motywacyjny nie taki straszny


Random insanity / sobota, Luty 27th, 2016

Któż z nas nie ma problemu z tak zwanym „ogarnięciem się”? Jak sobie z tym poradzić – poza tym, że trzeba wreszcie wziąć się w garść? Zazwyczaj odpowiedź i rozwiązanie leżą w nas samych. Dlatego do wszelkiego rodzaju zewnętrznych motywatorów miałam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony doceniam i stosuję różnego rodzaju narzędzia czy sztuczki. Z drugiej – budziły moją wątpliwość wszelkie nieco dalej idące zjawiska, takie jak „rozwój osobisty” czy „coaching”, w których, jak sądziłam, ktoś miałby mi mówić, jak powinnam żyć. Miałam jednak możliwość przetestować kurs, który udowodnił, że niekoniecznie musi chodzić o dawanie arbitralnych rozwiązań – ale o stawianie właściwych pytań.

w 7 dni do celow kurs motywacyjny ewelina mierzwińska

Blog Eweliny Mierzwińskiej podczytuję od jakiegoś czasu. Nie jestem osobą, którą można zmotywować czy zachęcić do działania samymi słowami – dużo lepiej mi się działa, kiedy mam jakieś konkretne wyzwania przed sobą. Dlatego zainteresowała mnie koncepcja kursu, który miał się zawierać także konkretne zadania do zrobienia. Stwierdziłam, acz bez przekonania, że to dobra okazja, aby dowiedzieć się, jak to może wyglądać. Nie miałam zatem jakichś szczególnych oczekiwań, była to raczej ciekawość. Innymi słowy: nie spodziewając się zbyt wiele (bo i nie wiedziałam, czego się spodziewać można), nie ryzykowałam rozczarowaniem, a mogła za to coś zyskać.

I tak też się stało! Otrzymywane drogą mailową materiały, czyli karty z zadaniami i filmiki z komentarzem, nie były może szczególnie odkrywcze, ale za to szalenie porządkujące. W zmaganiu się z problemami czy chaosem nie zawsze chodzi o spektakularne przełomy czy widowiskowe rozwiązania – ale, jak już wspomniałam wcześniej, o zadanie właściwych pytań. Właściwych, czyli niekoniecznie skomplikowanych czy nowatorskich. W istocie, kwestie poruszane w kolejnych dniach były dość oczywiste – a jednak ujęte w taki sposób, który wymuszał świeże spojrzenie, zastanowienie się, uporządkowanie własnych przemyśleń. Owo porządkowanie jest chyba najważniejsze: często jest tak, że wiemy aż za dużo, mamy zbyt wiele pomysłów, gubimy się w natłoku własnych refleksji. Zewnętrzne narzędzie pozwala zaprowadzić porządek w takim chaosie i pomaga ustalić, o co nam właściwie chodzi. A to już pierwszy krok do sukcesu.

wombat torbacz wombat chaos w kupkach

Najciekawsze moim zdaniem było zadanie, które wymagać miało doprecyzowania swoich wartości, to znaczy rzeczy, które nami kierują, są najważniejsze i stanowią motyw działania. Niby to wiemy, niby to banalne, a jednak zrobienie spójnej listy, podążenie tropem wszystkich skojarzeń, wciągnęło mnie na dłuższy czas. Pewne kwestie się powtarzały, niektóre były jasne od samego początku, inne dopiero musiały się ujawnić. Ustalenie takiej mapy swoich motywacji pozwalaj trzeźwiej i sensowniej zmierzyć się z rzeczami, które faktycznie są do zrobienia – wiadomo już, co trzeba zawsze wziąć pod uwagę. Poniżej prezentuję chmurę niektórych pojęć ważnych dla mnie (wykonaną w aplikacji Tagxedo, niestety po części nie obsługuje polskich liter). Trochę to takie „mydło i powidło”, niektóre kwestia są z różnych bajek, wszystkie jednak znaczą dla mnie coś istotnego. Takie ustalenie własnego kompasu jest chyba największą moją korzyścią z kursu.

wartosci kurs tagxedo

Cieszę się, że mogłam spróbować czegoś nowego (łączy się to wszak z ważną dla mnie ciekawością!), dowiedzieć się więcej zarówno o procesie „motywowania”, jak i o sobie samej. Nie jest to narzędzie rozwiązujące wszystkie problemy, raczej kilka trafnych sugestii z boku, które pozwalają uporządkować pewne kwestie. To wiele i niewiele – na pewno wystarczająco, by ruszyć z miejsca.


Ewelina ruszyła z nową odsłoną swojego kursu! Tym razem jest to rozszerzona i ulepszona wersja – w 7 dni do celów które (tym razem) zrealizujesz. Polecam wszystkim, którzy potrzebują motywacji, wskazówek do ogarnięcia albo chcą po prostu sprawdzić, na czym to wszystko może polegać – tak jak ja. A jeśli ktoś skorzysta z powyższego linku afiliacyjnego – będzie mi tym bardziej milo 🙂