Droga do gwiazd

Zaczęło się od tego, że w 2014 roku postanowiliśmy przejść portugalski odcinek Drogi Jakubowej. Ot, jako część wakacji, pomiędzy zwiedzaniem Portugalii, nawiedzeniem Fatimy i Lourdes, odwiedzeniem znajomych. Jakieś 200 km, 9 dni, tyle, co na Jasną Górę. Chcieliśmy zaczynać w Coimbrze, z braku czasu zaczęliśmy w Porto (czyli w miejscu najbardziej typowego początku Camino Portuges). Podobnie, z braku czasu i funduszy nie pociągnęliśmy pielgrzymki dalej, z Santiago na przylądek Fisterre.

Zaczęło się od tego, ale na tym się nie skończyło.

camino droga swietego jakuba camino de santiago camino frances

Ledwo doszliśmy do celu, już było jasne, że na szlak musimy wrócić. Zew Camino jest silniejszy od wszystkiego, kto raz wyruszył w tę trasę, będzie wracać zawsze. Tak też się stało – przez cały rok ważył się rozmaite za i przeciw, aż pod koniec czerwca zapadła decyzja, iż za kilka tygodni wyruszamy. Pisałam o tym niedługo przed wyruszeniem, na poły z nadzieją, na poły z tęsknotą, trochę z lękiem. Samolot do Paryża, pociąg do Lourdes, dwa dni oddechu w tym ukochanym miejsc – i pewnej niedzieli przed świtem wyruszyliśmy spod Skały Massabielskiej. Lourdes jest dla nas miejscem szczególnym, już podczas poprzednich wakacji odczuliśmy, że Matka Boża „czegoś od nas chce”. Dlatego też wybór tego miejsca na start był wręcz oczywisty.

Całość naszej pielgrzymki trwała ponad półtora miesiąca, w tym 40 dni marszu i niemal 1100 kilometrów. Może wydaje się, że to dużo – ale nie dla nas. Kiedy już się idzie, kiedy można się oderwać od myśli i trosk codzienności, pozostawionych daleko w domu, kiedy wszystkie dni wydają się podobne do siebie – choć tak naprawdę każdy jest osobną przygodą – suma małych kroków zrobionych każdego dnia nie jawi się już tak imponująco. Ot, po prostu, wstaje się co rano i idzie przed siebie.

camino camino de saitnago jaka dluga trasa infografika

Trasa po stronie francuskiej, Voie de Piemont, to jedna z najpiękniejszych części całego naszego Camino. Zapierające dech w piersiach Pireneje, z którymi przez większość czasu było się sam na sam. Pielgrzymów jest tam niewielu, a ci, których spotykaliśmy, szli zazwyczaj z daleka i wiedzieli doskonale, po co idą. Nie było mowy turystyce masowej, na jaką natykaliśmy się później. Kraj Basków to jeden z najbardziej deszczowych, a przez to najzieleńszych regionów Francji. Nas pogoda oszczędzała przez większość czasu – mogliśmy się za to cieszyć oszałamiającymi widokami i ciszą gór, w których jakoś jest bliżej do Boga.

Dotarcie do Saint-Jean-Pied-de-Port było szokiem, i to dość nieprzyjemnym. Niestety, w historycznym miejscu, z którego wyruszał najstarszy szlak pielgrzymkowy, obecnie jest pełno hałasu i turystów, traktujących pielgrzymkę jako wyczynowy urlop. Następnego ranka zerwaliśmy się jednak sporo przed świtem i wschód słońca powitaliśmy już w pół drogi na przełęcz Roncevalles. Ta strategia, zrywania się o poranku i wcześniejszego dochodzenia na miejsce, miała same zalety: pozwalała uniknąć południowego skwaru, zażyć popołudniowego odpoczynku i mieć jeszcze czas na inne, pielgrzymie rozrywki, a także nie wędrować w przesadnym tłumie. Słyszałam ostrzeżenia przed Drogą Francuską, nazywające ją „pielgrzymkostradą” – owszem, bywały momenty, kiedy robiło się ciasno i głośno, ale nigdy na tyle, by żałować wyboru tej drogi. Chcieliśmy przejść to najwłaściwsze, najpierwsze Camino, zanim zaczniemy zapoznawać się z innymi trasami. I nawet jeśli turystów bywała czasem większość, zawsze znalazło się towarzystwo prawdziwych wędrowców, a także otwarty kościół, w którym nigdy nie byliśmy sami.

camino de santiago droga swietego jakuba widok gory

Poranna pobudka wyznaczała dalszy rytm dnia. Postoje mniej więcej co 8-10 kilometrów, po dojściu najpierw obowiązkowa kąpiel i pranie, a w miarę możliwości i potrzeb – wyprawa po zakupy. Następnie upragniona sjesta, po której następował posiłek – albo gotowany wspólnie, czasami jedzony na mieście, w ramach menu de peregrino. Staraliśmy się zatrzymywać w schroniskach kościelnych, w których była najmilsza, najserdeczniejsza atmosfera, często wspólne gotowanie i wspólna modlitwa. Można było liczyć na wszelką pomoc. Mimo skromnych warunków – te miejsca wspomina się najlepiej.

Czas wędrówki dzieli się między ciszę i rozmowę, czasem też podśpiewywanie. Rozmowy zazwyczaj zaczynały się i kończył spontanicznie, zdarzało się czasem, że z kimś przeszło się wspólnie jeden i więcej dni, a tematów do omówienia wciąż było nadto. Ludzie z całego świata nieśli ze sobą fascynujące historie, zaś sama Droga wspomagała zaufanie i szczerość. Można się było wiele dowiedzieć, wygadać, pomóc coś zrozumieć i samemu coś pojąć. Większym wyzwaniem była cisza. Taki moment dnia, kiedy już nie ma siły na dalszą rozmowę, kiedy człowiek zostaje sam ze swoimi myślami. Nie ma wtedy ucieczki od introspekcji, od zmierzenia się ze swoimi problemami. Jest czas między człowiekiem i Bogiem, który wypełnić można ciszą, różańcem, rozmyślaniem. Czas najbardziej wartościowy w całym pielgrzymowaniu.

camino de santiago droga swietego jakuba droga francuska

Nie ma się co łudzić, że Camino to same przyjemności. Poranne wstawanie, waga plecaka, ciężkie podejścia. Do codziennych zmagań dochodziły drobne kontuzje czy inne dolegliwości zdrowotne. Ale przecież to nikogo nie powstrzymuje przed dalszą wędrówką. Każde poranne wstawanie, każde zerwanie się z postoju, każdy kolejny krok – wszystko to czyni się w głębokim przekonaniu, że warto. Trudno jednak komuś, kto nigdy tego pragnienia drogi nie zaznał, wyjaśnić, co co właściwie wędrować tak daleko i w tak niewygodny sposób. Na odpowiedź składają się oczywiście czynniki kulturowe, chęć zobaczenia świata, doświadczenia czegoś innego. Ważny jest też element włóczęgostwa, powstająca głęboko w sercu potrzeba podróży. Ważne jest oderwanie się od codzienności, znalezienie czasu dla siebie, zrobienie czegoś dla siebie. Najważniejsze może być, jak dla nas, samo pielgrzymowanie, zarówno pokutne, dziękczynne, jak i pochwalne – pozwalające poprzez zachwyt pięknem stworzenia docenić Stwórcę.

Najprościej jednak na pytanie „po co” odpowiedzieć słowami George’a Mallory’ego, indagowanego o cel swojej wspinaczki na Mt. Everest.

Because it’s there.

You may also like

  • Gratuluje pielgrzymki. Jednak jest tutaj mały haczyk. Przeszliście dwie z najpopularniejszych tras do Santiago: Camino Frances i Camino Portugues. Nie sa one wcale najstarsze i pierwsze. Pierwsza byla, jest i bedzie – Camino Primitivo. Zaczyna sie w Oviedo.

    Reasumując, to Wasze „najwłaściwsze i najpierwsze” Camino, o ktorym piszecie patrzac na uwarunkowania historyczne to jeszcze nie nastąpiło.

    Powodzenia i Buen Camino.

    • Dziękuję za poprawkę! Faktycznie, chodziło mi o zapoznanie się z tą najpopularniejszą drogą, nie wiedziałam jednak, że Primitivo jest starsze. Owa trasa też jest w planach, w pakiecie z Camino San Salvador 🙂

  • Niesamowicie zazdroszczę tego wydarzenia. Od dłuższego czasu myślę o podobnej, pieszej wędrówce. Poza tym te widoki.. Te miejsce zdecydowanie trafia na moją listę ‚must see’

    • Moje zdjęcia nie oddają nawet promila tych widoków, z którymi można zetknąć się na Camino. Na trasie francuskiej krajobrazy się zmieniają, jako że przechodzi się przez różne regiony – to naprawdę niezwykły sposób poznania kraju. Każda piesza wędrówka ma w sobie coś szczególnego, ale Camino jest jedyne w swoim rodzaju.

  • Trasa jest na mojej liście rzeczy do zobaczenia i zrobienia. Kiedy? Nie mam pojęcia bo lista dłuuuuuuuuuuuuga. Super wpis.

  • <3
    "Because it’s there" jest dla mnie zwykle wystarczającą motywacją, ale Twój tekst podbił ją wielokrotnie! Dziękuję:)

  • Pingback: Sześć tekstów, które usłyszysz, nie nosząc spodni - Świeczek()

  • Pingback: Zarażenie podróżą, podróżowanie jako sens życia()

  • Pingback: Camino w spódnicy - Świeczek()