Filozofia spódnicy


Filozofia spódnicy / środa, Marzec 16th, 2016

sukienka spódnica nie noszę spodni

Nienoszenie spodni może być manifestacją poglądów, przejawem przekory czy sposobem poszukiwania własnego stylu, zawsze jednak jest świadomą decyzją. W dobie coraz większej uniformizacji mody, stylistyki unisex oraz fast fashion stałe wybieranie jednoznacznie kobiecego stroju wymaga konsekwencji, a czasami i uporu.

Nie potrafię nawet jednoznacznie stwierdzić, jak to się zaczęło. Z jednej strony inspiracją były koleżanki, które już wcześniej podjęły taką decyzję, z drugiej zaś, zyskujące wówczas popularność szafiarki, wśród których były także dziewczyny promujące noszenie spódnic i sukienek na co dzień, takie jak Elfka czy Marchewkowa. A także Ela, autorka nieaktualizowanego już (niestety) bloga o wymownej nazwie Gdyby spodni nie było. Nie mogę także wskazać pojedynczej chwili, w której zapadłaby taka decyzja – nie było jej bowiem. To nie tak, że pewnego poranka obudziłam się i postanowiłam: „Więcej spodni nie założę”. Zainspirowana, a także poszukująca własnego stylu (oraz ratunku przed przeładowaną szafą), zaczęłam coraz więcej i śmielej eksperymentować z noszeniem sukienek i spódnic. Działo się to gdzieś na przełomie 2008 i 2009 roku (bardzo surowa zima jednoznacznie mnie przekonała, iż nie, w spodniach wcale nie jest cieplej). Pomysł podobał mi się coraz bardziej, i na początku lata mogłam już zdecydowanie pozytywnie odpowiedzieć na pytanie: „W ogóle nie nosisz spodni?”. Owszem, nie noszę spodni wcale.

sukienka spodnica nie nosze spodni

Dlaczego? To pytanie, na które nie da się w prosty sposób odpowiedzieć. Przyczyn było wiele, a motywacja – jak zwykle przy takich decyzjach – złożona. Trochę z przekory, to znaczy na przekór powszechnej modzie, z chęci poszukiwania takiego stylu, który mnie wyróżni.Trochę jako spójny element poglądów konserwatywnych. Nie było tak, że przeczytałam jakieś mądre, społeczne czy religijne teksty o istocie kobiecości i poczułam się nimi przekonana. Nie, w owym czasie w ogóle ich nie znałam. Dopiero później miałam możliwość się z nimi zapoznać – i ucieszyło mnie, że idee, do których doszłam samodzielnie, wpisują się spójnie w całość mojego światopoglądu. Wreszcie, dla poczucia kobiecości, aby ją podkreślić, wyróżnić, zaakcentować.

Przede wszystkim jednak dlatego (co wynika zresztą z poprzedniej przyczyny), że tak się czułam najlepiej i najatrakcyjniej – a opinie wielu znajomych i nieznajomych tylko to potwierdzały. Podsumowując, było to znalezienie dla samej siebie stylu i sposobu wyrazu, w którym będę się czuła najlepiej. To jak wyglądam, jest teraz spójne z całym moim życiem: pasuje do mojego sposobu bycia, wyraża mój charakter, jest adekwatne do moich poglądów. Takie wręcz „ideologiczne” podejście do kwestii własnego stroju pomaga później uporządkować praktyczne aspekty własnej szafy.

sukienka spodnica nie nosze spodni

Odpowiadając może na pytanie, które może przyjść do głowy moim uważniejszym czytelnikom: tak, przeszłam Camino w spódnicy. Ponad 1000 km, 40 dni wędrówki i cztery kiecki na zmianę (z czego jedna mniej więcej w połowie się podarła, więc dobrze, że miałam zapas). Byłam naprawdę jedną z nielicznych „pielgrzymek”, dzięki czemu tym bardziej spotykało się to z życzliwymi i pozytywnymi komentarzami. I oczywiście było niezwykle wygodne (chyba nie muszę nikogo przekonywać, że nie robiłabym tego dla idei, męcząc się jednocześnie).

Z całą pewnością nasuwa się teraz pytanie o wygodę i praktyczność takiego postępowania. Cóż, na dłuższą metę aż takie poświęcanie się dla idei nie byłoby możliwe. Moje stroje są oczywiście wygodne, jakkolwiek przez wygodę nie rozumiem luźnego dresu. Wielokrotnie spotykałam się z opiniami, iż a to spódnice, a to rajstopy są wybitnie niewygodne. Odpowiem w sposób iście salomonowy – to zależy. Oczywiście, że mogą trafić się niewygodne sztuki – ale tyczy się to przecież wszelkich elementów garderoby! Należy zatem po prostu wybierać te, które są komfortowe – zapewniam, że spódnice i sukienki wraz z przyległościami nie są niezdatne do noszenia ze swej istoty. Istnieje pewne fałszywe założenie, iż „wygodny” nie może oznaczać „elegancki”, „szykowny” czy „kobiecy”. A wcale tak nie jest! W kolejnych wpisach postaram się trochę odsłonić realia świata bez spodni i udzielić kilku praktycznych rad. To wcale nie jest takie trudne, jakie się może wydawać!