Filozofia spódnicy

sukienka spódnica nie noszę spodni

Nienoszenie spodni może być manifestacją poglądów, przejawem przekory czy sposobem poszukiwania własnego stylu, zawsze jednak jest świadomą decyzją. W dobie coraz większej uniformizacji mody, stylistyki unisex oraz fast fashion stałe wybieranie jednoznacznie kobiecego stroju wymaga konsekwencji, a czasami i uporu.

Nie potrafię nawet jednoznacznie stwierdzić, jak to się zaczęło. Z jednej strony inspiracją były koleżanki, które już wcześniej podjęły taką decyzję, z drugiej zaś, zyskujące wówczas popularność szafiarki, wśród których były także dziewczyny promujące noszenie spódnic i sukienek na co dzień, takie jak Elfka czy Marchewkowa. A także Ela, autorka nieaktualizowanego już (niestety) bloga o wymownej nazwie Gdyby spodni nie było. Nie mogę także wskazać pojedynczej chwili, w której zapadłaby taka decyzja – nie było jej bowiem. To nie tak, że pewnego poranka obudziłam się i postanowiłam: „Więcej spodni nie założę”. Zainspirowana, a także poszukująca własnego stylu (oraz ratunku przed przeładowaną szafą), zaczęłam coraz więcej i śmielej eksperymentować z noszeniem sukienek i spódnic. Działo się to gdzieś na przełomie 2008 i 2009 roku (bardzo surowa zima jednoznacznie mnie przekonała, iż nie, w spodniach wcale nie jest cieplej). Pomysł podobał mi się coraz bardziej, i na początku lata mogłam już zdecydowanie pozytywnie odpowiedzieć na pytanie: „W ogóle nie nosisz spodni?”. Owszem, nie noszę spodni wcale.

sukienka spodnica nie nosze spodni

Dlaczego? To pytanie, na które nie da się w prosty sposób odpowiedzieć. Przyczyn było wiele, a motywacja – jak zwykle przy takich decyzjach – złożona. Trochę z przekory, to znaczy na przekór powszechnej modzie, z chęci poszukiwania takiego stylu, który mnie wyróżni.Trochę jako spójny element poglądów konserwatywnych. Nie było tak, że przeczytałam jakieś mądre, społeczne czy religijne teksty o istocie kobiecości i poczułam się nimi przekonana. Nie, w owym czasie w ogóle ich nie znałam. Dopiero później miałam możliwość się z nimi zapoznać – i ucieszyło mnie, że idee, do których doszłam samodzielnie, wpisują się spójnie w całość mojego światopoglądu. Wreszcie, dla poczucia kobiecości, aby ją podkreślić, wyróżnić, zaakcentować.

Przede wszystkim jednak dlatego (co wynika zresztą z poprzedniej przyczyny), że tak się czułam najlepiej i najatrakcyjniej – a opinie wielu znajomych i nieznajomych tylko to potwierdzały. Podsumowując, było to znalezienie dla samej siebie stylu i sposobu wyrazu, w którym będę się czuła najlepiej. To jak wyglądam, jest teraz spójne z całym moim życiem: pasuje do mojego sposobu bycia, wyraża mój charakter, jest adekwatne do moich poglądów. Takie wręcz „ideologiczne” podejście do kwestii własnego stroju pomaga później uporządkować praktyczne aspekty własnej szafy.

sukienka spodnica nie nosze spodni

Odpowiadając może na pytanie, które może przyjść do głowy moim uważniejszym czytelnikom: tak, przeszłam Camino w spódnicy. Ponad 1000 km, 40 dni wędrówki i cztery kiecki na zmianę (z czego jedna mniej więcej w połowie się podarła, więc dobrze, że miałam zapas). Byłam naprawdę jedną z nielicznych „pielgrzymek”, dzięki czemu tym bardziej spotykało się to z życzliwymi i pozytywnymi komentarzami. I oczywiście było niezwykle wygodne (chyba nie muszę nikogo przekonywać, że nie robiłabym tego dla idei, męcząc się jednocześnie).

Z całą pewnością nasuwa się teraz pytanie o wygodę i praktyczność takiego postępowania. Cóż, na dłuższą metę aż takie poświęcanie się dla idei nie byłoby możliwe. Moje stroje są oczywiście wygodne, jakkolwiek przez wygodę nie rozumiem luźnego dresu. Wielokrotnie spotykałam się z opiniami, iż a to spódnice, a to rajstopy są wybitnie niewygodne. Odpowiem w sposób iście salomonowy – to zależy. Oczywiście, że mogą trafić się niewygodne sztuki – ale tyczy się to przecież wszelkich elementów garderoby! Należy zatem po prostu wybierać te, które są komfortowe – zapewniam, że spódnice i sukienki wraz z przyległościami nie są niezdatne do noszenia ze swej istoty. Istnieje pewne fałszywe założenie, iż „wygodny” nie może oznaczać „elegancki”, „szykowny” czy „kobiecy”. A wcale tak nie jest! W kolejnych wpisach postaram się trochę odsłonić realia świata bez spodni i udzielić kilku praktycznych rad. To wcale nie jest takie trudne, jakie się może wydawać!

You may also like

  • Dana

    zdecydowanie rajstopy są dla mnie problemem, 15 den, 20, wciąganie ich kilka razy dziennie i stres strzeli oczko czy nie strzeli. dodatkowo spacery w zimie i sanki z dzieckiem też kiepsko w spódnicy oraz problem z kupnem ciepłych butów. Gdy jest śnieg chodzę w trekingowych, bo w każdych innych marzną mi stopy

    • ala

      Spoko, walczymy razem z rajtuzami xD

    • Rajstopy faktycznie nie są zbyt trwałym produktem, nawet najostrożniejsze wciąganie potrafi je uszkodzić. Na szczęście okres, kiedy je się nosi, jest paradoksalnie dość krótki 😉

      Problem z kupnem dobrych butów jest chyba uniwersalny i niezależny od płci. Zaś co do zimy – sama mam wypraktykowany taki zestaw, który i na zimowym spacerze jest niestraszny. Nie próbowałam tylko sanek, ale to głównie z braku śniegu w ostatnich latach 😉

  • Marysiu, zdecydowanie posiadasz swój własny styl i wyróżniasz się właśnie tym, że chodzisz w tylko w spódnicach. Przyznam szczerze, że masz przepiękne te spódnice i jak Cię widzę to zdecydowanie czuję się przekonana do tej idei 🙂

    • Cieszę się, że nie tylko słowa przekonują, ale i przykłady pociągają 🙂 Tak powinno być!

  • Ja rzadko niestety noszę spódnice czy sukienki przez lenistwo. W spodniach nie muszę mieć idealnie ogolonych nóg… 😉 Lubię zimę, kiedy pod grubymi rajstopami nic nie widać i nie trzeba się tym aż tak przejmować. 🙂 Gdyby nie to, pewnie chodziłabym w kieckach częściej. 🙂 Wiem, że to trochę głupi powód, ale cóż, prawdziwy.

    • To bardzo życiowy powód, ale latem można go łatwo rozwiązać, wybierając spódnice do ziemi!

  • poziomkowa

    Świetny tekst. Ja już od kilku lat śmigam w spódnicach. Tak sie do nich przyzwyczaiłam, że aż mi dziwnie w jakieś portki wskakiwać. No ale jeszcze nie wynalazłam fajnej opcji na rolki do mojej figury. Pozdrawiam

    • Kwestie sportu mogą być traktowane odrębnie – poświęcę temu osobny wpis 😉

  • mirela pawlikowska

    Właśnie, w maju wybieram się na Camino. czy możesz mi doradzić, co pod spódnicę? Rajtuzy? Jakie? Lycra, czy bawełna? Natchnęłaś mnie, by się odważyć. Pozdrawiam serdecznie.

    • To bardzo dobre pytanie! Myślę, że przede wszystkim warto rozważyć legginsy zamiast rajstop. Napiszę o tym wkrótce!

  • marzenie

    Bardzo ciekawy wpis. 🙂 Dziękuję. Aż mam ochotę kupić sukienkę. 😉 latem chodzę w spodnicach bez przerwy, szczególnie długich/za kolano zwiewnych. Zimą niestety spodnie. pozdrawiam. 🙂

    • Zachęcam do spróbowania, teraz już nie jest tak zimno 😉

  • lulu

    Ostatnio po kilkunastu miesiącach noszenia sukienek i spódnic (tylko gdy chodzę na siłownię wkładam getry do ćwiczeń) założyłam spodnie. Nie wiem co mnie napadło. Odliczałam godziny do końca dnia żeby, gdy tylko wrócę do domu je zdjąć. Czułam się niekomfortowo i niewygodnie, tak bardzo się odzwyczaiłam. Całą zimę chodzę w spódnicach i sukienkach do grubych rajstop lub do średniogrubych ale zakładam dwie pary. Wszystko wygląda doskonale i jest cieplej niż w spodniach 🙂 i wygodniej 🙂

    • Mam dokładnie tak samo! Spodnie, prócz swej niewygody, potrafią być też niezdrowe. Warto o tym pamiętać!

  • Kasia

    Ostatnio coraz częściej przekonuję się do spódnic i sukienek. Kiedyś nigdy ich nie lubiłam i ubierałam, gdy już musiałam z jakiegoś powodu 😉 Problemem jednak obecnie jest dla mnie znalezienie ładnej, w miarę taniej, a co najważniejsze – odpowiednio długiej, sukienki… Niestety aktualna moda jest wg mnie paskudna, bo większość sukienek to bardziej tuniki, które ledwo zakrywają pupę… Albo inny problem jak dla mnie to dekolt prawie do pępka czy też praktycznie gołe plecy… Marzy mi się ładna, prosta i skromna sukienka, taka do chodzenia na co dzień, ale jak do tej pory na taką nie natrafiłam, choć szukam długo… I to mnie jakoś zniechęca do sukienek… Może któraś może doradzić gdzie mogę znaleźć tego typu sukienki? 🙂

    • Rezygnacja ze spodni to kwestia decyzji i przyzwyczajenia 🙂

      Z zakupami faktycznie potrafi być ciężko. Ze sklepowych marek można przyjrzeć się ofercie Tatuum i Bialconu, choć wszędzie coś się może trafić. Warto też wziąć pod uwagę zakupy z second-handach, lub też przeglądać oferty na Allegro i Vinted. O tym także napiszę! 🙂

  • lulu

    śliczna sukienka w róże! uwielbiam motyw róż 😀

  • Świetny wpis! Zaciekawiłaś mnie z chęcią zobaczyłabym gotowe Twoje stroje na każdą okazję. Czekam z niecierpliwością na kolejne.

  • Paulaa

    A co ze sportem? Da sie uprawiac sport w spodnicy?

    • Zależy jakie – na wycieczkę rowerową czy nordic walking spokojnie można, do sportów zespołowych bym była ostrożna, a pływanie to już totalny absurd 😉 Wszystko jest dla ludzi – myślę, że kwestiom praktycznym rezygnacji ze spodni, spośród których sport jest jedną z najważniejszych spraw, poświęcę osobny wpis.

  • Magda

    Tylko spódnica! Przekonałam się do spódnic i sukienek (choć przede wszystkim chodzę w spódnicach) tuż po maturze, a więc ponad 30 lat temu. Kiedy mam ubrać spodnie, a czasami to robię, to czuję się bardzo niekomfortowo. Mam w szafie tylko dwie pary spodni w tym jedne jensowe i leżą tam sobie … Trudno jest przekonać, nawet panie w moim wieku, że w spódnicy i grubych rajstopach jest o wiele cieplej, nawet w bardzo mroźne dni, niż w spodniach. A w czasie upałów, lekki naturalny materiał dodatkowo chłodzi. Polecam – tylko spódnica lub sukienka!

    • Wspaniale słyszeć, że można tyle lat żyć bez spodni!

  • Józka

    „Na szczęście okres, kiedy je się nosi, jest paradoksalnie dość krótki ”
    Jak u kogo:-) Nie zapominajny o tych, u ktorych gołe nogi sa do przyjęcia w wersjach jedynie nieoficjalnych a w zawodowych już nie. Chyba nikt i nic mnie nie przekona że spódnica + pończochy/rajstopy moga być wygodniejsze latem niż lniane spodnie.
    A co powiesz o sukienkach zestawionych ze spodniami – uwielbiam takie połączenie, serio. To się liczy jako noszenie sukienki czy nie?

    • Bardzo możliwe, że nie pomyślałam o sytuacjach czy zawodach wymagających oficjalnego dress code’u. Jednak wtedy i tak alternatywą są długie spodnie, więc w skrajnej sytuacji pogodowej i tak jest się skazanym na pewien dyskomfort.
      Noszeniem spodni pod spódnicę zabiłaś mi ćwieka 😉 Dawno nic takiego nie widziałam! A co do „liczenia się” – zależy to tylko od Ciebie, nie ma wszak jakichś reguł. Prezentuję tu swój punkt widzenia i tylko zachęcam 😉
      Z ciekawości: masz na myśli normalne spodnie, np. dżinsy, czy raczej legginsy? Te drugie mogą być praktyczne w niektórych okolicznościach!

  • Józka

    Normalne spodnie – jakie konkretnie (zwykle proste, rurki lub w kant) to zależy od sukienki – dżinsy też łącze (granatowe/grafitowe rurki albo takie ze ściagaczami – te akceptuje też w jaśniejszych kolorach ;). Zgadza się – leginnsy sa fajne, jednak do tej pory nosilam je kilka razy tylko. Brak mi jakoś na nie pomysłów (choć uważam że mogą nadać bardzo stylowy, a nie tylko sportowy, sznyt) ale u mnie raczej zaliczają się one do rajstop:-)

    • To musi wyglądać bardzo ciekawie! Sama bym się raczej nie zdecydowała, ale na pewno jest to podkreślenie kobiecości stroju.

  • Józka

    Otoczenie nie protestuje, nie wstydzi się ze mną pokazywać, nie kupuje mi ubrań i nie czyni sugestii, wiec nie jest źle:-) A tak serio to mam wrażenie że niektórym nie przychodzi nawet do glowy ze to normalne spodnie, ale uważają że to coś innego, specjalnego. W poprzedniej pracy spotykalam czasem takiego pana w średnim wieku który był wielkim wielbicielem niektórych moich polaczeń i z reguly na mój widok mówił „Pięknie pani wygląda w tej… W tych.. W tym stroju!”:-)

  • Józka

    Oby nie, bo teraz najpiękniejszym strojem wydaje mi się pewien habit 😉

  • Kasia

    Szczerze mowiac to oczy otworzylam ze zzdumienia 🙂 Nie wiedzialam, ze to problem! :)) Od 15 lat chodze tylko w spodnicach (latem na rower w tunikach i leginsach), nie mam zadnych spodni (chic planuje kupic db jeansy do marynarki <mniej oficjalny stroj w sytuacji oficjalnej wolnego zawodu 😉 ) i nigdy nie pomyslalam, ze to takie wyjatkowe ;D Uwielbiam sukienki, sspodnice z naciskiem na te pierwsze – podstawe nojej szafy w kazdej porze roku. Nie byl to swiadomy wybor 🙂 Tak wyszlo 😉 Pozdrowienia.

  • O kurcze, szczerze mówiąc pierwszy raz słyszę o filozofii spódnicy 😉 Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale osobiście rzeczywiście sukienki zakładam co najwyżej na wesela, spódnice, spódniczki – z 1-2 razy na miesiąc. Naprawdę jest aż tak źle 😛 Może specyfika zawodu, w którym pracuję, a w którym nie do końca chodzi o akcentowanie bycia kobietą. Przyzwyczaiłam się i odwykłam. Muszę przemyśleć sprawę i może poeksperymentuje 😉
    Czekam z ciekawością na kolejne wpisy w temacie 🙂
    P.S. Widzę, że zmian ciąg dalszy 😀 Też muszę w końcu przysiąść do szaty graficznej u siebie, ale wiecznie brakuje mi na to czasu 😛 Zmiany na plus 😉

  • Kruk

    Ja w czasach szkolnych nienawidziłam sukienek i spódnic – moja matka mnie namiętnie w nie ubierała kiedy byłam dzieckiem i skutecznie mnie zniechęciła. A właściwie nie ona, tylko paskudne, mega grube rajstopy które mi do nich zakładała. Fuj. Renesans kiecki u mnie przeżyły w liceum, kiedy odkryłam pończochy. Cudna sprawa! W chwili obecnej mam jedne spodnie i całkiem sporą kolekcję sukienek (ale w porównaniu do większości kobiet, które sukienki tylko posiadają, ale ich nie noszą) ja regularnie zakładam wszystkie. Zwłaszcza kocham maxi, chociaż mi nie służy ;). A rajstop nienawidzę do dziś i naprawdę nie często zakładam, nawet w największe mrozy noszę pończochy Mój chłopak nie narzeka :p.

  • U mnie spódnice i sukienki wygrywają latem. Podziwiam jednak za nie noszenie spodni, bo gdy szybko gdzieś lecę albo nie chce mi się eksperymentować z modą zakładam jeansy i gotowe 😉

    • To kwestia przyzwyczajenia i perspektywy – mam kiecki czy zestawy, które są „dyżurne”, mogę je założyć bez zastanawiania się i będą wyglądać porządnie. Pewnie każdy ma takie „gotowce”, i one mogą być równie dobrze bezspodniowe. Spróbuj może choć jeden taki zestaw wymyślić i wykorzystać właśnie w sytuacjach pośpiechu. To może być ciekawy eksperyment 😉

  • Pingback: Sześć tekstów, które usłyszysz, nie nosząc spodni | Świeczek()

  • Ola

    To wspaniałe, Twoja konsekwencja i podejście. podziwiam! 🙂

    • A ja zachęcam do spróbowania 🙂

  • Ja też bardzo lubię spódnice. Choć nie praktykuję aż tak żelaznej konsekwencji jak Ty. Czasem gdy się gdzieś śpieszę sięgam po spodnie.
    Przyznaję też, że spódnice/sukienki na pielgrzymi są bardzo wygodne. Nie przeszłam wprawdzie tak długiej trasy jak – 1000 km, ale na pielgrzymki z Warszawy do Częstochowy chętnie chodziłam w spódnicy. I było mi w niej super!

    • Świetnie słyszeć 🙂 U mnie nienoszenie spodni przyszło z czasem, stopniowo – może i u Ciebie tak będzie 🙂

  • Pingback: Zima w spódnicy, zima w sukience - kobiecy strój zimową porą()

  • Pingback: Projekt 365 dni w spódnicy #wspódnicy #wsukience by haukotella()