Sześć tekstów, które usłyszysz, nie nosząc spodni


Filozofia spódnicy / wtorek, Marzec 22nd, 2016

sukienki spódnice nie noszę spodni

Rezygnacja z noszenia spodni wciąż jest ewenementem, który spotyka się z rozmaitymi reakcjami. Najczęściej są one pozytywne, czasami lekko niedowierzające. Bywa jednak i tak, że owe komentarze wywołują we mnie raczej zdziwienie czy rozbawienie, świadcząc o przyjętych z góry uprzedzeniach. Wierzę jednak, że mówiący nie mają nic złego na myśli – po prostu chcą dopytać o coś, z czym mogli się wcześniej nie spotkać. O swoich doświadczeniach z dochodzeniem do takiej decyzji pisałam już wcześniej. Poniżej przedstawiam wybór z najczęstszych i jednocześnie najdziwniejszych wypowiedzi, z jakimi się zetknęłam. Jestem pewne, że ich zbiór może być dużo większy, zachęcam do podawania swoich propozycji.

1) Nie zimno ci?

Istnieje dziwne założenie, że odpowiedni komfort cieplny można zimą uzyskać jedynie w spodniach. Nie potrafię wyjaśnić, skąd wzięło się takie myślenie. Ciepło zależy od ilości założonych na siebie warstw oraz od rodzaju materiałów. To właśnie noszenie spódnic daje większe możliwości, jeśli chodzi o ogrzewanie! Grube rajstopy czy wręcz termiczne legginsy, wełniana spódnica za kolana (i oczywiście wełniany sweter), wysokie trzewiki, zakolanówki czy też ocieplacze na nogi, dłuższy płaszcz czy kożuszek i voilà. Nie zapominajmy o porządnej czapce i rękawiczkach – to przez głowę i dłonie tracimy najwięcej ciepła. Skąd zatem przeświadczenie, że w bawełnianych spodniach byłoby cieplej? Dodajmy jeszcze, że sukienka po pierwsze może posiadać grzejącą podszewkę czy halkę, zaś przy wyjątkowych mrozach można po prostu założyć kilka warstw – czy to kilka par rajstop, czy to dwie spódnice. Trudno zaś wyobrazić sobie założenie dwóch par spodni naraz. Odpowiadając zatem – nie, wprost przeciwnie!

2) Nie za gorąco?

Drugi paradoks, znowu pogodowy. Tym razem założenie, że najlepszym sposobem znoszenia upałów jest maksymalne odsłonięcie całego ciała. Pomijając już ryzykowny aspekt zdrowotny takiego postępowania (oparzenia słoneczne), to po prostu nie działa. Generalnie wysokie temperatury potrafią obniżyć komfort życia, jednak najwygodniejszym sposobem radzenia sobie z nimi jest noszenie strojów lekkich i przewiewnych. Zwiewna bawełniana sukienka nie dość, że może generować miły, chłodzący wiaterek przy chodzeniu, to wchłonie także nadmiar potu, szybko wyschnie oraz osłoni przed bezpośrednim wpływem palących promieni słonecznych. Podobnie jak w poprzednich punkcie, zarówno fason, jak i jakość i rodzaj tkanin mają kluczowe znaczenie. Wystarczy dobrać je dobrze.

3) Przecież to niewygodne!

Chyba mój ulubiony punkt, a zarazem najzabawniejszy. Wyjdźmy od podstaw. Ubiór powinien być wygodny. Powinien być także stosowny, porządny, schludny, dostosowany do sytuacji (a więc często elegancki), ale przy tym wszystkim musi być komfortowy! Nie wyobrażam sobie celowego zakładania czegoś niewygodnego, i myślę, że mało kto tak czyni. Skąd zatem przypuszczenie, że nosząc spódnice i sukienki, wybieram jakieś wyjątkowo niedopasowane i uwierające? Często ta uwaga dotyczy konieczności noszenia rajstop lub pończoch, tutaj jednak znowu ripostą jest kwestia odpowiedniego ich dobrania do swojej figury. Na marginesie, nigdy nie potrafiłam zrozumieć sugestii, iż sztywne i grubsze spodnie mogą być wygodniejsze od elastycznych i cienkich rajstop – mnie obecnie w spodniach jest szalenie niewygodnie.

4) Chce ci się?

Doprawdy dziwaczne pytanie, które zarazem jest dość uniwersalne. Może wszak dotyczyć innych kwestii – dlaczego chce mi się zrobić makijaż, ułożyć włosy, pomalować paznokcie? Nie szkoda czasu? Idźmy dalej, jak to możliwe, że chce mi się wypastować buty czy wyprasować koszulę? A może nawet wziąć prysznic? Sprowadzenie do absurdu pokazuje absurdalność właśnie takiego rozumowania. Jeśli chcę dbać o swój wygląd, jeśli przyjmuję pewne standardy co do niego, to tak, chce mi się. A jeśli komuś nie zależy na takim czy innym aspekcie wyglądu, to w porządku, jego sprawa, ale niechże da żyć innym. Zaś zupełnie serio, kobiecy strój nie wymaga jakiegoś drastycznie większego wysiłku w ubieraniu się, wymaga po prostu zmiany myślenia.

5) Przecież w tym się nie da…

… i następuje tu szeroka gama konkretnych przykładów mających uzasadnić niemożność noszenia spódnic. Po pierwsze, to zazwyczaj się da. Powszechne i popularne czynności, takie jak sprzątanie, rekreacyjna jazda na rowerze czy piesze wędrówki z powodzeniem wypraktykowałam jako możliwe i w żaden sposób nie widzę, jak rodzaj stroju miałby coś uniemożliwiać. Przeszłam ponad 1000 kilometrów w spódnicach, nie było problemu. Po drugie, oczywiście że istnieją aktywności w życiu, które wymagają konkretnych strojów. Najczęściej chodzi o sporty – nikt nie sugeruje narciarstwa czy pływania w sukienkach. Może się też pojawić kwestia uniformu do pracy czy konieczności przebierania się (może jesteś aktorką?). Niemniej, sedno problemu leży w tym, co wybieramy i na co się decydujemy, nie zaś w tym, co nas ogranicza. Po trzecie zaś, jeśli faktycznie dla kogoś czegoś nie da się zrobić w danym stroju, nie znaczy to jeszcze, że owego stroju nie można nosić wcale!

6) Wybierasz się dokądś?

W innej wersji: „Co ty taka wystrojona?”. Tego rodzaju uwagi są w zasadzie komplementem, który jednocześnie podkreśla, iż w sukience czy spódnicy dziewczyna zawsze będzie z definicji lepiej ubrana niż w spodniach. Łatwiej jest zwrócić uwagę, łatwiej jest wyróżnić się, łatwiej osiągnąć pewien poziom elegancji. A zabawność takich wypowiedzi polega na tym, że to nie jest żadne wystrojenie, żadna szczególna okazja – to po prostu moja codzienność. Można by tu rzucić złotą myślą, że każdy dzień jest świętem, i nie byłaby to nawet wielka przesada – w końcu celebrowanie codzienności i upiększanie każdej chwili jest rewelacyjną metodą życia w dobrym i radosnym nastroju.

To tylko wybór moim zdaniem najczęstszych i najbardziej stereotypowych wypowiedzi dotyczących nienoszenia spodni. Potraktowałam go z przymrużeniem oka, tego rodzaju wypowiedzi nie są przecież złośliwe. Często mają tę korzyść, że mogę przy ich okazji opisać swoje podejście i swój punkt widzenia. A zatem – propagować kobiecy strój. Mam nadzieję, że będzie coraz mniej budzić zdziwienie i niedowierzanie!