Czego nauczyło mnie mieszkanie w akademiku?

dom studencki akademik zbyszko jagienka mieszkanie w akademiku
By Rzuwig – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=16889730

Akademik kojarzy się raczej z radosnymi czasami studenckimi, ze swobodą i brakiem większych zobowiązań, i oczywiście z nieustającą imprezą. Wprowadzając się w czwartym roku małżeństwa na piętro dla pracowników i doktorantów mieliśmy nieco inną perspektywę. Mieszkanie w akademiku nie była to sytuacja idealna czy wymarzona – raczej kompromis pomiędzy kwestiami ekonomicznymi i wygodą. Okazała się jednak ciekawą przygodą oraz dobrą szkołą pewnych rzeczy, o których napiszę poniżej.

  1. Motywacja do działania. Wiedziałam, że akademik nie może być rozwiązaniem na stałe. Brak własnej kuchni, pralnia na żetony, maleńka przestrzeń – to wszystko motywowało do zakasania rękawów i postarania się o zmianę sytuacji. Przedtem motywacja do szukania własnego mieszkania była słabsza – tutaj półtora roku wystarczyło, aby trafić na swoje. Zarysowało się konkretne marzenie, a za nim poszła chęć do wszelkiego niezbędnego działania. Proste.
  2. Minimalizacja stanu posiadania. 16 metrów kwadratowych to nie przelewki. Musiałam się nauczyć trudnej sztuki wybierania pomiędzy niezbędnym a koniecznym. Wszystkie przedmioty musiały mieć swoje miejsce. To w akademiku zaczęła się moja przygoda z określaniem własnego stylu – możliwość zagospodarowania czterech małych półek i kilku wieszaków sprawiła, że intuicyjnie wybrałam ulubione ubrania. Reszta trafiła na przechowanie u rodziny – z dużą częścią już się pożegnałam, bez żalu.
  3. Świetna lokalizacja. Akademiki zazwyczaj położone są w centrum, albo przynajmniej blisko uczelni. Nasz był skomunikowany idealnie – blisko szybkiego tramwaju, w odległości góra kilku przystanków od wszystkich miejsc potrzebnych na co dzień. Wygoda związana z brakiem dojazdów jest nie do przecenienia.
  4. Bez porządku nie da rady. Na tak małej przestrzeni jakikolwiek bałagan natychmiast generuje wrażenie totalnego chaosu. O niezrobieniu łóżka nie mogło być mowy. Nigdy nie byłam przesadnie pedantyczna – tutaj okoliczności nieomal zmusiły mnie do pieczołowitego zadbania o estetykę otoczenia. I dobrze, bo stało się to całkiem przyjaznym nawykiem.
  5. Docenianie tego, co się ma. Jasne istniały pewne niedogodności – ale akademik miał też szereg zalet. Nie musiałam martwić się o rachunki (a nawet o pranie pościeli!). Mieszkałam w ładnie urządzonym i odnowionym pokoju, z naprawdę fajną łazienką (wręcz lepszą od poprzedniej). Wszelkie naprawy, z przepaloną żarówką włącznie, wymagały tylko zgłoszenia tego na portierni (a panowie instalatorzy byli weseli i przemili!). I wreszcie – ten widok z siódmego piętra. Bycie budzonym przez wschód słońca to coś, czego mi będzie brakowało.

Akademik miał sporo wad, czasami miałam serdecznie dość braku własnej kuchni i konieczności biegania do wspólnej, znajdującej się na końcu korytarza. Zniechęcało to do gotowania, które niegdyś było jedną z moich ulubionych rozrywek. Jednak starałam się nie skupiać na tym, przeciwnie, znajdować jasne strony oraz starać się maksymalnie uprzyjemnić ten pobyt. Znajdowanie pozytywów w każdym zakręcie życia naprawdę pomaga je znosić, a nawet ograniczoną i obwarowaną różnymi zakazami przestrzeń (jak niemożność powieszenia czegokolwiek na ścianie) można uczynić ładną i przyjazną.

Półtora roku w akademiku będę wspominać jako ciekawą i nietypową przygodę (wielu znajomych nie mogło się temu nadziwić!), i mimo radości z przeprowadzki odkryłam, że przywiązałam się do tego miejsca, w którym spędziłam wiele miłych chwil. W końcu to my kształtujemy przestrzeń i sprawiamy, jak zostanie zapamiętana. Dom studencki wcale nie musi być taką straszną opcją!

You may also like

  • Ja spędziłam 6 lat w akademiku, niedaleko tych na zdjęciu. Prysznice były w podziemiu… trzeba było przejść kilka pięter. Zawsze będę dobrze wspominać. Chętnie bym tam wróciła i na uczelnię też 🙁
    Pozdrawiam!

    • Czyli Przyrodniczy? W środku nigdy nie byłam, ale infrastruktura wokół wydawała się fajna.

      • tak, ale nie w tych obok tylko w tym koło parku nad rusałką 😀

        • To tego nie znam, ale rejony piękne!

  • Ja w akademiku jeszcze mieszkam, już ostatnie tygodnie 😉
    Dobrze wspominam głównie mieszkanie ze współlokatorką, no i ostatnie miesiące z mężem 😉 Chociaż pokój mamy malutki i bardzo niewygodny, to chyba będę za tym okresem odrobinę tęsknić 😉

    • Pamiętam, pisałaś gdzieś o tym 😉 Ciekawy sposób początku małżeństwa – ale nieważne gdzie, ważne, że razem!

  • Podziwiam, szczególnie tę musową selekcję ubrań do klaustrofobicznej szafy! Ja zawsze odwiedzając chłopaka w akademiku nawet nie miałam gdzie kurtki powiesić, a co dopiero, gdy pomyślę, że miałabym tam zmieścić cały mój zupełnie nieminimalistyczny zestaw na każdy dzień roku…;D

    • Cóż, trzeba się było dostosować 🙂 I okazało się że ma to dobry wpływ 🙂 A brak miejsca na okrycia wierzchnie i zimowe buty faktycznie był problemem.

  • Twoje plusy są godne rozważenia, aczkolwiek wychodzę z założenia, że przenigdy bym się tam nie odnalazła 🙂 Pewną namiastkę miałam w internacie i zdecydowanie lepiej mieszka mi się w mieszkaniu. Popełniłam nawet o tym wpis na blogu, porównując te dwie opcje 🙂

    • W internacie też mieszkałam, w liceum – to jednak było co innego, bo niedorosły człowiek niewiele mógł i niewiele miał wolności. A co do odnalezienia się – nie miałam za bardzo wyboru. Myślę, że człowiek jest w stanie się do wszystkiego przyzwyczaić i we wszystkim znaleźć dobre strony 🙂

  • Jestem straszna. Po 3 latach spędzonych w Akademiku mam zdecydowany problem z punktem drugim 😛 Poszłam w drugą skrajność 😀 Choć co do pozostałych punktów mam podobne odczucia 🙂
    Mimo to było to jeden z fajniejszych okresów w moim życiu. Gdyby nie mój (aktualnie już) mąż, spędziłabym tam pewnie całe studia 😉

    • Tzn. odreagowujesz ten wymuszony minimalizm? 😀 Myślę, że każdy musi do tego dojść samodzielnie, i nie każdy dochodzi (choć oczywiście Ciebie zachęcam!).

      • Tak, wydaje mi się, że dokładnie tak to zadziałało u mnie 😀 Albo po prostu nigdy taka nie byłam. W sumie zawsze chomikowałam rzeczy, wiele z nich nie wiem po co 😛 Pracuję nad tym 😉

        • O tym też będę pisać, może nie o samym minimalizmie, ale na pewno o kreowaniu spokojnej i pięknej przestrzeni 🙂

  • Ja akurat zawsze wiedziałam, że w akademiku nie dam rady mieszkać 😀 Ale moje obecne mieszkanko też jest dosyć małe i faktycznie trzeba się bardzo pilnować żeby nie zapanował w nim chaos 😛 Plusy są takie, że zawsze jest się blisko ze swoją rodziną. <3

    • Wydaje mi się, że kiedy nadchodzi potrzeba w życiu, do wszystkiego się można dostosować 🙂 Ale oczywiście lepiej, by nie było takiej potrzeby!

  • Ja też mieszkałam w akademiku. To były 3 świetne lata, jednak pod koniec miałam dość braku własnej kuchni czy łazienki. Jednak ogólnie wspominam ten czas miło i na pewno ponownie wybrałabym akademik.
    Widzę znajome miejsce na zdjęciu, ja mieszkałam kawałek dalej w Maćku 😉

    • Bez własnej łazienki bym się nie zdecydowała, to dopiero jest wyzwanie!

  • Spojrzałam na zdjęcie i widzę poznańskie akademiki! Akurat wprowadzam się niedługo w te okolice, ale na kwatery UEPu, do Dewizki 😀
    Dla mnie głównym wyzwaniem jest mieszkanie w pokoju 2-osobowym, bo chociaż współlokatorkę mam świetną, to jestem z natury dość osobnym człowiekiem. Ale to na pewno będzie fajne doświadczenie, zminimalizowanie własnego introwertyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło 🙂

    • Na początku studiów też mieszkałam w dzielonych pokojach, a w liceum w internacie – wszystko jest do przeżycia 🙂 Powodzenia!