Zarażenie podróżą

Wszak istnieje coś takiego, jak zarażenie podróżą, i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.

Wszak istnieje coś takiego, jak zarażenie podróżą, i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.

Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

Choć istnieje wiele mniej lub bardziej trafnych powiedzeń, przysłów i złotych myśli dotyczących podróżowania, trudno w gruncie rzeczy trafić na taką, która odda sedno naszego podejścia, która bez pudła trafi do środka duszy. Tak mam z zacytowaną wyżej frazą z Kapuścińskiego. Gdy ją przeczytałam po raz pierwszy, nieomal zakrzyknęłam w zdumieniu: „To o mnie!”. Autor nie twierdzi, że zdarza się to każdemu podróżnikowi, nie mówi, nawet, że często. Mówi tylko, że istnieje. I przytrafiło się właśnie mnie.

Jest to uczucie równie trudne do opisania, co do uzasadnienia. Objawia się niemożliwą do wyrażanie tęsknotą, nawet nie tyle za samymi miejscami, w których nas nie ma, co za stanem bycia „w podróży”. Za oderwaniem się od codzienności, za przygodą, za odkrywaniem nowych światów. Za samą drogą, które staje się nie tylko fizycznym przemieszczaniem się, ale także duchowym wyzwaniem. Mało kto ma możliwość spędzenia całego życia na wędrówce – podróż jednak może stać się ważną częścią takiego pędzonego również „zwyczajnie”.

Zarażenie podróżą przejawia się bardzo dyskretnie. U mnie jest to stały, podskórny nurt, w którym myślenie o podróżach jest stałą częścią mojego życia. To codzienne sięganie do wspomnień, chociażby do mojego Camino, do chwil będących jednymi z najpiękniejszych w życiu. Rozmawianie o podróżach i odwoływanie się do nich w rozmowach, jako do najlepszych i najbardziej uniwersalnych doświadczeń. I wreszcie – ciągle planowanie nowych. Każdego dnia natykam się w lekturach czy zdjęciach na nowe, fascynujące miejsca, które chciałabym odwiedzić. Ciągłe myślenie o tym gdzie, kiedy i w jaki sposób, dokąd mogłabym się udać i jak trzeba to zrealizować. To oczekiwanie na przygodę, gotowość przyjęcia możliwości, które się mogą otworzyć.

zarażenie podróżą

Nawet jeśli nie podróżuję stale, uważam się za podróżnika – to coś, co mnie określa, to wybór, który charakteryzuje moje życie. Najważniejsza jest świadomość, że podróżowanie nigdy się nie kończy. Realizm i okoliczności życiowe mogą powodować nawet długie przerwy, ale nic nie może mnie odwieść od samego umiłowania wędrówek. Od pasji, która stała się ważną częścią życia i która czyni to życie piękniejszym. W pełni zrozumieć może to tylko ktoś tak samo dotknięty potrzebą podróżowania, osoba, z którą można porozumieć się niemal bez słów, która ma podobne priorytety i która też doświadcza głębokiej konieczności odwiedzenia miejsc, w których jeszcze nas nie było.

Zarażenie podróżą jest nieuleczalne, jak mówi Kapuściński, i bardzo mi z tym dobrze.

You may also like

  • Józka

    Niewykluczone że i ja cierpię na coś takiego, tyle że jeśli to choroba, to u mnie jest to choroba wrodzona i „od zawsze” rozwinięta. W efekcie w rodzinie prowadzącej osiadły tryb życia, ja jedna wiodę życie nomada. I tak stale „wędruję w poszukiwaniu pastwisk” nawet jeśli z konieczności mieszkam w jednym miejscu:-) .

    • Nad tym się w sumie nie zastanawiałam – czy to wrodzone, czy nabyte. Czasem trudno stwierdzić – mnie od wczesnego dzieciństwa to poczucie zaszczepili rodzice 🙂

      • Józka

        Ja za to rodzicom we wczesnym dzieciństwie zaszczepiłam poczucie, że informacje o wszelkich wyjazdach powinnam w zasadzie uzyskiwać gdy oni są już spakowani i gotowi do wyjścia:-) . Cierpliwość wtedy nie była moją mocną stroną…

  • To ja chyba jestem zarażona wirusem domowym… 🙂 nie to, że nie lubię podróży, ale jednak zbyt dużo czasu spędzonego poza domem kończy się smuteczkiem, nieważne, w jak pięknym miejscu bym nie była.

    • To nie jest tak, że domu nie kocham – bo równie piękną częścią podróży jest powrót do siebie i zaparzenie herbaty w ulubionym kubku.

      Ale z drugiej strony – dom noszę w sobie, może być wszędzie, gdzie nas z mężem rzuci los.

  • Przeczytałam raz – i z wszystkim się zgodziłam:) Przejrzałam drugi raz – i tak, to o mnie. Być w drodze – jedyne uczucie w swoim rodzaju. Kocham autobusy jadące dłużej niż dobę, oglądanie świata przez okno, myślenie, doczytywanie. Przez dobre parę lat długą i wymagającą pracę nagradzałam raz w roku podróżą marzeń. I dawało mi to napęd jedyny w swoim rodzaju.

    I jeszcze cytat ode mnie: „Ziemia należy do każdego, kto zatrzyma się na chwilę, przyjrzy się, a potem ruszy dalej w swoją drogę” – Colette (moje tłumaczenie, bo nie mogłam nigdzie znaleźć).

    • Dziękuję za świetny cytat! A zechciałabyś też podać oryginał?

      Od autobusów wolę pociągi, ale sama idea – jak najbardziej. Przez wiele lat co roku planowałam przynajmniej jedną wyprawę – w tym roku czeka mnie nowe wyzwanie, bo planowanie małych wypadów, ale tak, by były równie inspirujące!

      • Nawet w całości: „“All this is still my kingdom, a small portion of the splendid riches which God distributes to passers-by, to wanderers and to solitaries. The earth belongs to anyone who stops for a moment, gazes and goes on his way; the whole sun belongs to the naked lizard who basks in it.” 🙂

        Pociągi – też uwielbiam, ale na moim ulubionym kontynencie rządzą autonbusy:) Z pozdrowieniami ze Swanetii!

        • A mogę jeszcze dopytać o źródło? Wtedy znalazłabym sobie oryginał francuski 😉

          Skoro jesteś w Gruzji – to prócz marszrutek są i rewelacyjne, nocne pociągi! Pamiętam, że to był świetne i wygodne nocne przejazdy, z Tbilisi do Batumi. A moim marzeniem jest pojechać tak do Erewania!

  • Pingback: Czytając inne blogi - w kwietniu o mamach-MatkawKratke.pl()

  • Ja bez podróży żyć nie mogę. Jeżdżę chociaż na małe wypady kilka razy do roku. Cały czas odwiedzam nowe miejsca, niewiele mam takich, do których wracam nieustannie…

  • Czuję się zarażona…marzy mi się eurotrip po Europie, dlatego zbieram hajs, pakujemy tyłki i jedziemy z mężem 🙂
    To będzie spontan 🙂