Zarażenie podróżą


Świat piękny i bardzo różny / piątek, Kwiecień 22nd, 2016

Wszak istnieje coś takiego, jak zarażenie podróżą, i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.

Wszak istnieje coś takiego, jak zarażenie podróżą, i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.

Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

Choć istnieje wiele mniej lub bardziej trafnych powiedzeń, przysłów i złotych myśli dotyczących podróżowania, trudno w gruncie rzeczy trafić na taką, która odda sedno naszego podejścia, która bez pudła trafi do środka duszy. Tak mam z zacytowaną wyżej frazą z Kapuścińskiego. Gdy ją przeczytałam po raz pierwszy, nieomal zakrzyknęłam w zdumieniu: „To o mnie!”. Autor nie twierdzi, że zdarza się to każdemu podróżnikowi, nie mówi, nawet, że często. Mówi tylko, że istnieje. I przytrafiło się właśnie mnie.

Jest to uczucie równie trudne do opisania, co do uzasadnienia. Objawia się niemożliwą do wyrażanie tęsknotą, nawet nie tyle za samymi miejscami, w których nas nie ma, co za stanem bycia „w podróży”. Za oderwaniem się od codzienności, za przygodą, za odkrywaniem nowych światów. Za samą drogą, które staje się nie tylko fizycznym przemieszczaniem się, ale także duchowym wyzwaniem. Mało kto ma możliwość spędzenia całego życia na wędrówce – podróż jednak może stać się ważną częścią takiego pędzonego również „zwyczajnie”.

Zarażenie podróżą przejawia się bardzo dyskretnie. U mnie jest to stały, podskórny nurt, w którym myślenie o podróżach jest stałą częścią mojego życia. To codzienne sięganie do wspomnień, chociażby do mojego Camino, do chwil będących jednymi z najpiękniejszych w życiu. Rozmawianie o podróżach i odwoływanie się do nich w rozmowach, jako do najlepszych i najbardziej uniwersalnych doświadczeń. I wreszcie – ciągle planowanie nowych. Każdego dnia natykam się w lekturach czy zdjęciach na nowe, fascynujące miejsca, które chciałabym odwiedzić. Ciągłe myślenie o tym gdzie, kiedy i w jaki sposób, dokąd mogłabym się udać i jak trzeba to zrealizować. To oczekiwanie na przygodę, gotowość przyjęcia możliwości, które się mogą otworzyć.

zarażenie podróżą

Nawet jeśli nie podróżuję stale, uważam się za podróżnika – to coś, co mnie określa, to wybór, który charakteryzuje moje życie. Najważniejsza jest świadomość, że podróżowanie nigdy się nie kończy. Realizm i okoliczności życiowe mogą powodować nawet długie przerwy, ale nic nie może mnie odwieść od samego umiłowania wędrówek. Od pasji, która stała się ważną częścią życia i która czyni to życie piękniejszym. W pełni zrozumieć może to tylko ktoś tak samo dotknięty potrzebą podróżowania, osoba, z którą można porozumieć się niemal bez słów, która ma podobne priorytety i która też doświadcza głębokiej konieczności odwiedzenia miejsc, w których jeszcze nas nie było.

Zarażenie podróżą jest nieuleczalne, jak mówi Kapuściński, i bardzo mi z tym dobrze.