Pożegnanie z Downton


Ruchome obrazki / poniedziałek, Kwiecień 25th, 2016

finał downton abbey recenzja

Na czym polegał fenomen Downton Abbey? Przez kilka lat ten serial ITV był jednym z moich ulubionych, jednym z najbardziej wyczekiwanych, oglądanych w napięciu odcinek po odcinku. Teraz, kilka miesięcy po zakończeniu jego emisji chciałabym przyjrzeć się temu, co właściwie mnie uwiodło w tej produkcji.

Punkt wyjścia jawił się jako idealnie skrojony pod moje preferencje. Tak zwany film czy serial „z epoki” zawsze oferuje ucztę dla oczu: scenografię i kostiumy. Czas akcji Downton Abbey, czyli okres przed, w trakcie i po pierwszej wojnie światowej obfitował w godne pozazdroszczenia stroje i fryzury, zaś wszystko zaś miało miejsce w zachwycających wnętrzach. Tego rodzaju produkcje służą wywołaniu poczucia danej epoki – i to mieliśmy w Downton, ulotne wrażenie, że faktycznie przebywamy w ziemskiej posiadłości w latach dwudziestych. Podróż w czasie jest tym, czego pragnę jako widz i dzięki czemu łatwo przywiązuję się do danego serialu.

Innym, równie ważnym składnikiem, była urocza, obyczajowa fabuła. Urocza, bo nawet gdy dotyczyła dramatycznych wydarzeń czy prawdziwych skandali, nie przestawała sprawiać wrażenia delikatnej i miłej. Największe dramaty, najtrudniejsze przeżycia zdawały się być łagodzone przez piękno otoczenia i stoicki spokój angielskich obyczajów. Oraz, co najważniejsze, jako widz mogłam mieć pewność, że wszystko zmierza ku dobremu końcowi. Wiadomo jest, że każdy z bohaterów musi uzyskać swoje szczęśliwe rozwiązanie, że wszystkie problemy zostaną pozytywnie rozwiązane. Twórcy serialu wychodzili naprzeciw oczekiwaniom o wciągającej, ale lekkiej produkcji.

Zapewne dlatego od razu przywiązałam się do tego serialu. Odwiedziny w Downton były rodzajem ucieczki od rzeczywistego świata, czyli jedną z najlepszych rzeczy, jakie może zaoferować kultura. Zanurzenie w nierealnej rzeczywistości daje odprężenie i przyjemność, może nieszczególnie intelektualną, może niezbyt wysokich lotów – ale przecież nie o to chodzi. A świat przedstawiony w serialu faktycznie czasami odbiegał od realizmu. Nie chodzi tutaj o elementy historyczne czy warstwę wizualną – zwłaszcza o tę druga zadbano ze szczególną pieczołowitością. Jednak sama fabuła z każdym kolejnym sezonem przybierała zarówno na dramatyczności, jak i na przesadnej idealizacji.

recenzja finału downton abbey

Pierwsze z tych zjawisk sprawiało, że Dowton Abbey zaczynało balansować na granicy, nazwijmy rzecz wprost, romansidła. Patrząc obiektywnie – liczba dramatycznych zwrotów akcji, jaka stawała się udziałem bohaterów, zostawiła daleko w tyle granicę prawdopodobieństwa. Liczba romantycznych uniesień i nieoczekiwanych związków również była wysoka. Patrząc jednak subiektywnie – czy to źle? Mnie osobiście ta przesada nie przeszkadzała. Oglądając, mogę dać się pochłonąć emocjonalnym zawirowaniom bohaterów. Nie odczuwam przesady, przeciwnie, uważam uproszczenia, jakimi operuje serial, za odpowiednie do kreowania miłej rozrywki. Nie twierdzę, że tej przesady i tych uproszczeń nie ma – po prostu ja nie mam z nimi problemu, oczekuję nieskomplikowanej, ale wciągającej historii i to właśnie dostaję.

Drugą kwestią jest zupełnie nierealne traktowanie kwestii społecznych. Przede wszystkim relacje pomiędzy państwem przedstawione są w sposób przesadnie pozytywny. Jak gdyby wszyscy żyli w nieustającej harmonii i jedności, z tym jedynie rozróżnieniem, że jedni pracują dla drugich. Nie kwestionuję życzliwości i dobrego traktowania, ale obopólna przyjaźń, dogłębne zaufanie, żywe zainteresowanie swoim życiem – wszystko to doprowadzone było do przesady, czyniąc z Downton sielankowe, nierealne wręcz miejsce. Czasami jednak dobrze było zanurzyć się w świecie, w którym najpoważniejsze problemy społeczne mogą zostać rozwiązane jednym miłym spojrzeniem, a twój pracodawca okazuje się twoim najserdeczniejszym powiernikiem.

Tego rodzaju historie, podane w pięknej formie, odwołują się do drzemiącej w każdym z nas potrzeby idealizacji A na pewno drzemiącej we mnie, i przebudzającej się na każdy odcinek. Rozsądnie patrząc, wiem, że nie tak wyglądała rzeczywistość sto lat temu. Ale czy to musiało wpływać na przyjemność z oglądania takiego, a nie innego serialu? Potrzeba mitu jest silnie zakorzeniona w człowieku, a opowieść ukazująca dramatyczne, acz szczęśliwie zakończone historie miłosne doskonale na nią odpowiada. Dodając do tego operowanie pięknem otoczenia, za którym także łatwo jest zatęsknić – mamy przepis na serial idealny.