Camino w spódnicy

Spośród wielu okrzyków zdumienia, jakie towarzyszyły naszej Drodze Świętego Jakuba, jednym z najczęstszych było: „Jak to, przeszłaś całe Camino w spódnicy?”. Owszem, tak było, i dla mnie nie stanowiło to nic niecodziennego. Skoro jednak, najwyraźniej, dla wielu dziewcząt może stanowić to wyzwanie, chciałabym nakreślić praktyczne strony takiego podejścia. A jeśli się uda, również zachęcić do prób dostosowania kobiecego stroju do tego rodzaju aktywności fizycznych.

camino w spódnicy

Ponieważ nie noszę spodni od ładnych kilku lat, nie miałam problemu z decyzją. Nie była to ani nasza pierwsza wyprawa, ani nawet pierwsze Camino – jednak pierwsze tak długie i tak poważne przedsięwzięcie. Musiałam zatem dobrze rozważyć, co ze sobą wezmę, jakie sztuki odzieży, skoro miały mi służyć przez niemal dwa miesiące, w różnych okolicznościach i przy różnej pogodzie. Dotychczasowe doświadczenie podróżnicze całkiem nieźle podpowiadało, miałam zresztą swoje ulubione, wręcz „dyżurne” elementy stroju na mniejsze i większe wyprawy. Nie będę się tutaj rozwodzić nad doborem obuwia, kurtki czy plecaka. Można znaleźć mnóstwo informacji na ten temat w internecie, a i tak każdy sam wie najlepiej, co mu odpowiada. Powiem tylko, że sama zdecydowałam się na sandały trekkingowe (którym zresztą jestem wierna od wielu lat, i mimo pewnych obaw, zdały egzamin także w tak wymagającej trasie), porządną kurtkę górską oraz plecak o pojemności 35L. Ale wszak nie o sprzęcie to wpis, tylko o spódnicach.

Długo się wahałam, czy zabrać trzy, czy też cztery kiecki. Trzy wydawało mi się rozsądną liczbą, nawet przy założeniu, że jedna z nich miała być nieco krótsza, na najgorsze upały. Zdecydowałam się jednak i na czwartą, „w razie czego” – i bardzo dobrze, bo owo „w razie” nastąpiło. A mianowicie, jedna ze spódnic zaczęła się przecierać. Ze starości, nie dość, że pochodzi ona z second-handu i, sądząc po wykonaniu, ma swoje lata, to jeszcze eksploatowałam ją bardzo mocno w rozmaitych podróżach. Zatem mimo takiej straty, pozostałam z dostateczną liczbą. Podsumowując zatem – nawet gdy niesiesz cały swój bagaż na plecach, dobrze mieć jakąś rezerwową sztukę odzieży. Chyba że masz pewność, że w razie czego zdoła się taką kupić – ja takiej pewności na Camino mieć nie mogłam. Oczywiście niezależnie od możliwości zaopatrzenia czy ich braku, nie należy przesadzać z ilością rzeczy „na wszelki wypadek”.

camino w spódnicy

Dobór odzieży do siebie był jednocześnie łatwiejszy i trudniejszy. Łatwiejszy, bo tak naprawdę za dużego wyboru nie było – w związku z ograniczeniem ilości rzeczy nie mam też zbyt wiele tych podróżnych. Trudniejszy jednak – bo mimo wszystkich ograniczeń, chciałoby się jednak „jakoś” wyglądać. Oczywiście nie jest to najważniejsze, a podróż to nie wybieg mody, dlatego piszę jedynie „jakoś” – bo tak naprawdę w podróży uroku dodaje nie dopracowany styl, ale entuzjazm i szczery uśmiech (co nie zwalnia jednak z wyglądu schludnego i czystego). Do występujących na powyższych zdjęciach spódnic dobrałam dwie koszulki trekkingowe (wybór kolorystyki niestety pozostawia wiele do życzenia, skończyłam z różową i turkusową), dwie dzianinowe na popołudnia (już w spokojniejszych kolorach) oraz bluzę i lekki sweter. Do tego wielofunkcyjna bawełniana chusta i jeszcze bardziej wielofunkcyjny buff. Wystarczyło spokojnie na 40 dni wędrowania oraz kilkanaście poświęconych na dotarcie, powrót oraz wypoczynek w trakcie.

Jeśli chodzi o funkcjonalność takiego rozwiązania – cóż, jestem w końcu osobą, która uważa kiecki za najlepszą odzież dla kobiety. Spódnice wybrane przeze mnie były bawełniane lub bawełniano-wiskozowe. Co za tym idzie, były przewiewne w upale, a po deszczu lub praniu schły bardzo szybko. Ich szerokość zapewniała komfort ruchu (i miłe chłodzenie w gorącu), zaś długość chroniła nogi przed poparzeniem słonecznym (zwłaszcza wrażliwe miejsce z tyłu kolan). Nie był jednak zbyt długie, a więc nie sprawiały trudności na bardziej wymagających podejściach górskich, które na trasie Camino też się zdarzają. A wreszcie ostatnim, może nie najważniejszym, ale bardzo miłym aspektem, było poczucie ładnego i kobiecego wyglądu. Spotykało się to nieraz z życzliwą reakcją innych pielgrzymów, którzy dopytywali o motywację, zachwycali się czy po prostu gratulowali podejścia. Bywałam też zapamiętywana jako „ta Polka w spódnicy”, a niejedna ze spotkanych kobiet postanowiła rozważyć zabranie spódnicy na następne Camino.

Słowem – same pozytywy. Zatem ilekroć ktoś pyta, czy da się przejść Camino w spódnicy, odpowiadam, że jak najbardziej. Polecam to wszystkim dziewczynom rozważającym taką czy inną pielgrzymkę, a nawet zwykłą wędrówkę pieszą, czy to nizinną, czy górską. Osobiście nie zamierzam z tego zrezygnować, obojętnie na jak długą wyprawę przyjdzie mi się wybrać.

You may also like

  • Na Camino na pewno zabiorę spódnicę 🙂 Chociaż mam problem ze spódnicami, bo właśnie czasami trudno mi dobrać do nich odpowiednią górę, ale w sukienkach uwielbiam chodzić i już nie mogę się doczekać cieplejszych dni.

    • Też rozważałam sukienkę, tylko nie mam żadnej odpowiedniej, i nic w sklepach nie znalazłam. Coś luźnego, z rękawkiem, najlepiej z gumką w pasie byłoby idealne! A co do doboru – jakoś tam się da dobrać, choć faktycznie byłoby miło, gdyby dało się koszulki trekkingowe kupić w spokojniejszych kolorach. Ale z drugiej strony – wyprawa to nie wybieg mody, nie musi być idealnie, i o tej równowadze starałam się napisać 🙂

      • anks

        kup sobie koszulki z merino – są drogie, ale naprawdę robią robotę (nie śmierdzą) i potrzebujesz ich 3x mniej niż zwykłych bawełnianych 🙂 w norwegii będąc na rowerach, przez prawie 2 tygodnie jeździłam praktycznie w jednej.
        jedyna wada – są dość delikatne, zwłaszcza te letnie z gramaturą 100.

        • Nie chodziłam w bawełnianych, tylko w termoaktywnych – niby nie trzeba ich prać, ale jako że schły z mgnieniu oka, robiłam to codziennie. O merino słyszałam, brzmi fajnie, tylko niepokoi mnie to pranie właśnie, cy nie zaszkodzi bądź co bądź wełnie.

  • Fajny pomysł, żeby na takie wyprawy też zabierać spódnica. Ja póki co na takie okazje jednak preferuję spodnie, głównie z tego powodu że ciężko mi dobrać górę do spódnicy no i plecak też nie bardzo. A ja już taka jestem, że lubię jak mi wszystko idealnie do siebie pasuje. :p Poza tym, mimo, że na co dzień chodze w spódnicach i sukienkach to lubię też od czasu do czasu zobaczyć wersję siebie w spodniach. 😛 Ale powiem Ci, że po przeczytaniu Twojego tekstu nabrałam ochoty żeby kiedyś jednak wypróbować spódnicę na jakąś wyprawę. Wydaje mi się, że na jakieś karkołomne wspinanie się po skałach to by się jednak nie sprawdziła, ale na pielgrzymkę super! Myślę, że musi być nawet wygodniejsza niż ciasne i grzejące spodnie.

    • Idealne dopasowanie może być ciężkie, i ja aż tak przy tym nie obstaję, ale w miarę spójny wygląd da się uzyskać. Cieszę się, że zachęciłam, taki był cel 🙂

  • Świetnie spędzony czas. Super! 🙂

  • A ja mam pytanie czysto praktyczne. Uwielbiam chodzić w spódnicach, ale mam też troszkę mocniejsze uda, które w upale obcierają się niemiłosiernie. Co pod spódnicę? Legginsy trekkingowe? Legginsy bawełniane? Halka a la spódnico-spodnie?

    • Nie mam takiego problemu, ale gdybym miała, stawiałabym właśnie na jakieś legginsy na większe wyprawy i na fikuśne pantalony do elegantszego stroju 🙂

  • Jesteś świetna, zafascynowało mnie nienoszenie spodni! Szczególnie na trekkingu, szacun! Ja lubię nosić zarówno spodnie i spódnice, jednak po ostatniej analizie mojej szafy ze smutkiem zauważyłam, że te drugie noszę zdecydowanie za rzadko – brakuje mi w szafie zwykłych, codziennych kiecek.

    • Dziękuję! A ponieważ właśnie wracam do blogowania – zapraszam już wkrótce na nowe wpisy spódnicowe 🙂

  • Nie jestem fanką spódniczek, a w mojej szafie raczej ich nie można znaleźć. Ale podobają mi się na innych kobietach. Podziwiam, że po raz któryś już przeszłaś Camino. Jest to moje marzenie od pewnego czasu i obiecałam sobie, że jak napiszę maturę z pozytywnym wynikiem to z pewnością udam się na pielgrzymkę do Santiago, w najdłuższe wakacje mojego życia. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • I jak poszła matura? 🙂 Udajesz się na Camino? A na wątki spódnicowe nieustająco zapraszam i do noszenia zachęcam 🙂

  • Och… moim marzeniem jest przejść tę trasę. Za chwilę ogarnę Twoje wpisy 🙂 Bardzo mi zaimponowałaś. Teraz tylko będę o tym myśleć :))

    • Bardzo się cieszę, że mogłam kogoś zainspirować 🙂 I trzymam kciuki za Twoje Camino!

  • Pingback: Strój pielgrzymkowy – Biało Czarno Czerwona()

  • 😛

  • Pingback: Poznani w podróży. Camino de Santiago w spódnicy. Rozmowa z Marysią Giereszewską – TravelSlow()

  • To prawda, w czasie pieszych wędrówek i taki aspekt ma duże znaczenie 🙂

    • Ten aspekt przekonał mnie do podróżowania w spódnicy! 😀 Szczególnie, gdy wyobraziłam sobie miejsca, w których krzaczków brak! 😀