Zima w spódnicy


Filozofia spódnicy / czwartek, Luty 16th, 2017

zima sukienka spódnica co nosić kobiecy strój

 

Zima. Pora roku, która ma wielu swoich fanów – pod warunkiem, że jest biała, słoneczna, niczym z malowniczej fotografii. Niestety, w rzeczywistości zima to często mróz i wiatr, plucha, błoto i sól na chodnikach oraz chęć jak najszybszego skrycia się we własnym domu. Okres, który nie nastraja do dbania o własny wygląd, w którym łatwo popaść w przygnębienie i poddać się szarości. Ale nie musi tak być! Czy zima w spódnicy jest możliwa? Czy da się na przekór pogodzie wyglądać kobieco, elegancko, i radośnie? Oczywiście, że tak!


Pisałam już wcześniej, że nie noszę spodni wcale. Zatem również zimą sukienki i spódnice musiały stać się moim naturalnym strojem. Aby było to wygodne, stosuję się do kilku zasad. Chcę, aby mój strój był piękny i kobiecy, ale ma też być praktyczny – w tym wypadku zapewniać odpowiedni komfort cieplny. A nie jest to łatwe, jestem bowiem zmarzluchem! Zobaczcie, jak u mnie wygląda zima w spódnicy.

 

zima w spódnicy w sukience

Pierwsza podstawowa kwestia – to warstwy. Nie istnieje jeden strój, który zapewni dostateczny komfort cieplny przy ujemnych temperaturach. Trzeba mieć na sobie kilka sztuk odzieży, które w razie dłuższego przebywania w pomieszczeniach, można systematycznie zdejmować. Magia ubioru warstwowego polega właśnie na możliwości szybkiego dostosowania się do otaczających warunków! Jeśli chodzi o spódnicę – nie wystarczy ona sama. Potrzebne będą ciepłe rajstopy, a często nawet dwie pary. Ponieważ bardzo łatwo marznę, wolę po prostu nałożyć na nogi kolejną warstwę (często są to czarne, termiczne legginsy). Warto dołożyć także zakolanówki czy ocieplacze na łydki oraz rozważyć zaopatrzenie się w ciepłą halkę (istnieją nawet takie w formie babcinych reform, czyli luźnych, krótkich spodenek). Do tego długi płaszcz – i żaden mroźny wicher nie ma szans się przedrzeć.

Druga sprawa to odpowiednia długość odzieży. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że odkrywanie nerek czy kostek nie ma najmniejszego sensu. Jednak również długość naszej sukienki ma znaczenie. Zimową porą warto zaopatrzyć się w takie sięgające zdecydowanie za kolano oraz rozszerzające się. Może być to fason z koła lub jego wycinka, mogą być kontrfałdy lub kliny. Liczy się długość, która w połączeniu z wysokimi butami nie pozwoli naszym nogom się wyziębić.

Wreszcie trzecia rzecz, dzięki której zima w spódnicy jest możliwa – to jakość materiałów, z których wykonane są nasze ubrania. Wiele się teraz mówi o slow fashion, sama zainspirowałam się mocno tym nurtem i mogę z przekonaniem powiedzieć – jakość ma znaczenie. A zwłaszcza zimą, gdy zależy nam, by nasze ubrania jednocześnie grzały i odprowadzały powietrze, nie dopuszczając do spocenia się. W takich sytuacjach idealnym wyborem jest wełna. To tkanina, która nie musi być bardzo gruba, ale ma niesamowite właściwości grzewcze. Pozwoli chronić się przed zimnem w nawet najbardziej niesprzyjających warunkach.

Z wełny można mieć w zasadzie wszystko: płaszcz (choć tu najlepiej z domieszką syntetyku, który przedłuży żywotność), czapkę i szalik, sweter (który można już stosunkowo łatwo dostać w sklepach) oraz spódnicę czy sukienkę. Z tymi ostatnimi jest najtrudniej – wełna jest wszechobecna w modzie męskiej, za to w kobiecej wciąż trudno na nią trafić (a jeśli się zdarza, zazwyczaj jest bardzo droga). Moje rozwiązanie to polowanie na odzież używaną – najfajniej sprawdza się ta sprowadzana z Anglii. Na portalach internetowych takich jak allegro, olx czy vinted wpisuję hasło „wełniana spódnica” i co jakiś czas udaje mi się trafić na coś ciekawego. Tym sposobem nabyłam trzy spódnice brytyjskich firm, wszystkie w 100% z wełny, odpowiedniej długości i w ciekawych wzorach. Sposób nie gwarantuje natychmiastowego sukcesu, ale na dłuższą metę się opłaca. Takie ubrania mogą posłużyć przez wiele lat.

Ostatni element, na jaki warto zwrócić uwagę, to odpowiednie buty. Wspomniałam wyżej, że najlepiej, aby był wysokie. Jednak nawet ubierając niższe, można dogrzać nogi dodatkowymi warstwami wysokich skarpetek czy ocieplaczy. To, co jest najważniejsze, to ponownie jakość wykonania. Najlepiej, aby wszystkie nasze buty był skórzane, ale zimą ma to szczególne znaczenie. Skóra najlepiej izoluje od zimna, a jednocześnie nie doprowadza do pocenia się stóp. W połączeniu z grubą, stabilną podeszwą takie buty powinny stanowić dostateczne zabezpieczenie w zimowych wędrówkach po mieście.

 


Gdy stosuję się do tych zasad, mogę się uśmiechać do pytających mnie: „Nie zimno ci?”. Jest to jedno z sześciu zdań, które najczęściej się słyszy, rezygnując ze spodni. Zawsze wtedy wyjaśniam, że warstwowość oraz dobry dobór poszczególnych sztuk odzieży potrafią zapewnić dużo większe ciepło, niż jakiekolwiek spodnie. A przy tym jest po prostu wygodniej i można cieszyć się kobiecym wyglądem niezależnie od aury.

Zima powoli dobiega już końca, w tym także moja zima w spódnicy. W międzyczasie na blogach ukazało się sporo tekstów o tym, jak radzić sobie z warunkami atmosferycznymi. Przedstawiają one różne punkty widzenia, ale do wszystkich warto zajrzeć. Haukotella, podobnie do mnie, udziela praktycznych porad na przetrwanie zimy w spódnicy. Dandy Lady udowadnia, że można mimo ujemnych temperatur ubrać się i ładnie, i ciepło. A jeśli szukacie raczej inspiracji do ciepłego stroju sportowego, możecie sprawdzić, co ma na ten temat do powiedzenia Lifemanagerka.

Zapisz

Zapisz