Po co liczyć książki?

książki lista książek 52 wyzwanie

Zapisywanie przeczytanych książek staje się coraz popularniejsze. Można robić prywatne listy w zeszytach, można korzystać ze specjalnych portali, takich jak GoodReads, LubimyCzytać czy Biblionetka. Można korzystać z wyzwań w internecie, które motywują do zaangażowania w czytelnictwo. Sama zdecydowałam się na prowadzenie listy na blogu. Co daje tego rodzaju podliczanie książek, jaki jest jego cel i co można zyskać? Na pewno jest to sposób promowania czytelnictwa, ale to nie wszystko. Postaram się wyjaśnić swoje podejście i opisać, co mnie skłoniło do zapisywania swoich lektur.

Continue Reading

Lista książek 2016

lista książek 2016 52 książki wyzwanie czytanie

Oto moja lista książek 2016 – systematycznie uzupełniany zbiór aktualnych lektur. Zapisywać przeczytane książki próbuję od jakichś dwóch lat. Zawsze sobie obiecuję i zapominam, albo postanowienie trafia na okres posuchy czytelniczej i nic z niego nie wynika. W tym roku jest szczęśliwie inaczej! Jeszcze w styczniu spisałam te kilka przeczytanych i udaje mi się to systematycznie uzupełniać. Niestety, ze względu na spisywanie z pamięci, pierwsze kilkanaście pozycji niekoniecznie zachowuje porządek czytania – ale to chyba bez znaczenia. A po co to w ogóle robić? Zastanawiam się nad tym w osobnym wpisie.

Ciekawi mnie, jaka będzie statystyka na koniec roku. Na pewno dużo większa, niż modne tu i ówdzie 52. Z drugiej jednak strony, szał czytelniczy (który aktualnie przeżywam) bywa równoważony przez czas niechęci do czytania (a raczej niemożności zebrania się doń). Wychodzi mi na to, że regularne czytanie to po prostu nawyk, który można sobie wyrobić. Aktualnie wyrabiam go poprzez czytanie raczej lekkich i nieskomplikowanych rzeczy – dzięki temu łatwiej jest przejść do poważniejszej i porządniejszej literatury. Kiedyś czytałam zawsze i wszędzie – pora do tego wrócić. Ciekawa jestem, jak się to rozwinie w ciągu roku. Fajna w takiej liście jest także możność zapamiętania, co się czytało – większość powieściowych książek ucieka gdzieś z pamięci.

Ad rem. Przed wami moja lista książek 2016!

Continue Reading

Nie mam się w co ubrać!

Sądziłam długo, że problem mnie nie dotyczy. Przecież całkiem nieźle panuję nad swoją szafą. Przecież nie mam aż tak dużo ubrań. Przecież nie chodzę zbyt często na zakupy odzieżowe, a jeśli już, to bardzo przemyślane. A jednak konieczność przeprowadzek oraz dramatyzm pakowania się zweryfikowały te założenia, zaś zamieszkanie w akademiku zmusiło do radzenia sobie z taką ilością rzeczy, która zmieści się na trzech małych półkach i siedmiu wieszakach.

Continue Reading

Dalsze losy dalszych ciągów

Okres wczesnoszkolny to czas niezwykle płodny literacki. Wtedy tworzyłam najbardziej wiekopomne dzieła, spisywane ręcznie i pieczołowicie na skrawkach papieru, i nigdy nie dokończone. Do dziś mam w pamięci powieść o życiu szkolnym, która nieświadomie piętnować miała rozwarstwienie społeczne: bohaterki były albo z obrzydliwie bogatych, albo rozpaczliwie ubogich rodzin (świadomie utwór ten miał przede wszystkim pławić się w opisach wyobrażonego dobrobytu, którego kwintesencją był basen wypełniony poduszkami). Bohaterki, bowiem chłopcy najwyraźniej istnieli w mojej świadomości jedynie jako niezbyt wdzięczne tło. Druga powieść opisywać miała losy rodzeństwa trafiającego do sierocińca – samo to słowo ujawnia złowrogośc planowanej fabuły oraz silną inspirację leżącą gdzieś pomiędzy Dziwnymi losami Jane Eyre oraz Tajemniczym opiekunem, a także całą literaturą gloryfikującą bezbrzeżną dobroć serduszek pogardzanych sierot. Historia antycypowała także wątki prześladowania za wiarę – bohatera po dotarciu do rzeczonego przybytku (oczywiście karetą, oczywiście poprzez głucho zatrzaskującą się bramę, umiejscowienie czasoprzestrzenne nie spędzało mi snu z powiek) pozbawiona zostaje – z przyczyn bliżej niesprecyzowanych – pamiątkowego krzyżyka po matce. Trzecie historia w zamyśle miała być epopeją fantastyczną (dziwnym trafem zbiegło się to w czasie z ukończeniem pierwszej w życiu lektury Tolkiena), ale już pierwszy rozdział ujawnił mój podstawowy problem pisarski: niezdolność do konstruowania sensownej fabuły. Była wreszcie powieść z czasów gimnazjalnych, o dziwo ukończona, która stanowiła emanację nigdy nie przeżytego nastoletniego romansu. Problem z tworzeniem ciągów przyczynowo-skutkowych i spójnego prowadzenia akcji rozwiązałam w stylu iście aleksandrowym: opisywałam jedynie interesujące kawałki (porozdzielane gwiazdkami), silnie korzystając w funkcji pamiętnika, niejako antycypując tym samym powieści fejsowo-smsowe.

Ale prawdziwym przełomem i źródłem natchnienia okazał się moment, w którym nauczycielka polskiego zaleciła opisać dalsze losy Janka Muzykanta, oczywiście w formie alternatywnej, zakładającej przeżycie głównego bohatera. Wypracowanie, nie dość że zebrało doskonałą notę, wpłynęło bardzo silnie na mój dalszy rozwój literacki. Nauczycielki szkoły podstawowej lubowały się w wypracowaniach o tematyce futurystyczno-alternatywnej – nie było chyba bohatera lekturowego, zwłaszcza z literatury pozytywistycznej, któremu nie dopisałabym „dalszego ciągu”.

Koncepcja samodzielnego tworzenia w obrębie istniejącego już uniwersum powróciła kilka lat później, ze zdwojoną siłą, po obejrzeniu włoskiego serialu fantastycznego Fantaghiro (produkcja jest zaiste fantastyczna i wszystkim ją polecam). Zrodziło się we mnie silne pragnienie kontynuowania przygód głównych bohaterów. Niestety, emisja telewizyjna sprawiła, że wiele aspektów świata przedstawionego mi uciekło, a jakoś nigdy nie ośmieliłam się napisać do TVP1 z prośbą, aby uprzejmie nagrali mi ten serial na kasety VHS i przysłali. Cóż, w mojej świadomości internet jeszcze nie istniał, więc sytuacja była bez wyjścia.

Minęło kilka kolejnych lat, w domu zagościł modem neostrady i objawił się tajemniczy a znaczący wpływ książek o Harrym Potterze na moje życie, o którym pisałam ostatnio. Pewnego dnia odkryłam zjawisko fanfiction i zachłysnęłam się nic. Czytelnictwo polegało na skomplikowanym procederze łączenia się z internetem, zapisywania szeregu stron i późniejszego czytania ich offline (wiecie, ile opowiadań można zapisać w ciągu przydzielonej godziny z TP?!). A po jakimś czasie w moim umyśle nastąpiło skojarzenie godnej archmedesowskiej heureki.

To przecież zupełnie to samo!

Janko Muzykant dziarsko ruszający w świat to przecież klasyczne alternative universe. Janko spotykający prusowego Antka to typowy crossover. Ania Shirley odwiedzająca mnie w domu to nieco egotyczne real person fiction (z silnymi elementami marysueizmu). Aż chciało się zakrzynkąć, że wszystko już było.

Ale ta obserwacja miała dalsze konsekwencje aniżeli tylko krzepiące poczucie przynależności i wspólnoty doświadczeń (jak się okazje, niemal wszyscy czytelnicy i widzowie w pewnym momencie przeżywają przemożną potrzebę wzięcia losów bohaterów w swoje ręce). Pojawia się zatem pytanie, gdzie leży granica kwalifikowania tego rodzaju ekspresji odbiorcy do fanfiction. Czyli innymi słowy – co jest, a co nie jest fanfikiem. Wiąże się to nieco z moimi wcześniejszymi rozważaniami o naukowym fangirlowaniu – to nadal to samo pytanie, jaka jest zasada podziału dzieł posiadających swój fandom i nieposiadających go. „Fandom Pana Tadeusza” brzmi dość surrealistycznie, ale co jeśli silnie przeżywałam tę lekturę i pisałam opowiadania parujące Tadeusza z Telimeną? Nie potrafię póki co precyzyjnie odpowiedzieć na te wątpliwości. Na pewno jednak wyjaśnienie istnieje, na pewno ktoś już dawno je sformułował. W końcu wszystko już było.

Continue Reading

Dziesięć książek, które…?

książki czytanie kanon galaktyka gutenberga arcydzieło

Jakiś czas temu przez portale społecznościowe przewinęła się mania wymienianiu dziesięciu książek. Miały być to książki „najważniejsze” (cokolwiek to znaczy), najbardziej wpływowe, a może ulubione w dzieciństwie. Zasady płynne, i każdy wymieniający interpretował je po swojemu.  I mnie zdarzyło się wymienić listę, którą potem nieustannie miałam ochotę zmieniać. Teraz postanowiłam ją zebrać i podsumować. Ot, tak, aby nie zaginęła w efemeryczności internetowej. Dziesięć książek, bez których byłabym kimś innym. Porządek ściśle losowy.

Continue Reading