Błysk w gąszczu mroku, czyli taki sobie retelling

In the Forest of the Night udało mi się obejrzeć bardzo szybko (to znaczy szybciej, niż zazwyczaj!), unikając lektury jakiejkolwiek recenzji czy spoilerów. Tytuł i plakat obiecywały interesującą zabawę ideą lasu, ale żadnych większych oczekiwań nie miałam. Ujrzawszy więc  przemykającą wśród gęstwiny dziewczynkę w czerwonym kapturku, wydałam z siebie okrzyk radości. Zapowiadało się naprawdę dobrze. Wszak Doktor eksploruje nie tylko historię, zagłębia się także w świat naszych wyobrażeń i legend. Czemuż zatem nie miałby zbłądzić tym razem do jakiegoś Zaczarowanego Lasu? Co prawda jedno takie miejsce już było, ale miało ono ściśle literackie konotacje (The Doctor, the Widow and the Old Wardrobe).

Maebh Arden, Doctor Who 8x10, In the Forest of the Night
Mały czerwony płaszczyk w wielkim podejrzanym lesie

Lecz niestety, odcinek nie jest taki, jakby się chciało, żeby był. Czuję rozczarowana przede wszystkim zmarnowanym potencjałem na grę z baśniową konwencją. Rewelacyjny trop opozycji mała dziewczynka versus wielki groźny las nie znajduje satysfakcjonującego rozwinięcia. Baśniowość zostaje sprowadzona do poziomu żartobliwej inkrustracji, jednak po tak sugestywnym otwarciu, jakim jest ujęcie biegnącej przez las Maebh, pozostaje uczucie niedosytu.

Kilka rzuconych tu i ówdzie aluzji baśniowych nie jest w stanie zadowolić. Mamy – niezwykle standardowo – atakujące wilki. Ponownie, zestawienie tego z naszą little red riding hood zapowiada się obiecująca – ale nic z tego. Wilki zbudują trochę grozy i właściwie przysłużą się tylko wprowadzaniu tytułowego, blake’owego tygrysa. Tenże metatekstualny bohater jest tutaj chyba najfajniejszym nawiązaniem: ma swoje miejsce, swój sens i nie próbuje udawać czegoś więcej.

 

Doctor Who 8x10 In the Forest of the Night recenzja
Doctor&Maebh

Dalej nasza bohaterka rozrzuca po lesie swoje przybory szkolne, jakby znacząc drogę okruszkami – ale jakoś podane na tacy nawiązanie nie bawi, nie cieszymy się, że Doktor wie, że my wiemy. Clara zaś wyraża obawę, że wkrótce napotka domek z piernika – i daje to tak samo nijaki efekt. Jest jeszcze uwaga na temat lasu pojawiającego się w ciągu nocy – iż niemożliwe jest, aby bohaterowie spali tak długo, niczym Śpiąca Królewna. Ale znowu, jak wszystkie poprzednie, to tylko żartobliwa inkrustracja, w ogóle niepociągnięta dalej, i – szczerze mówiąc – sprawia wrażenie wciśniętej na siłę. Warto jeszcze zwrócić uwagę na imię głównej bohaterki: Maebh, zaczerpnięte z mitologii irlandzkiej, sugerujące zatem pewną niezwykłość; i nazwisko Arden, kojarzące się z Lasem Ardeńskim, jednym z największych i najsłynniejszych w Wielkiej Brytanii.

I to las jest chyba najciekawszym bohaterem odcinka. Jego niezwykłe pojawienie się w ciągu jednej nocy oczywiście jednoznacznie kojarzy się z Lasem Birningham (zapętlenie szekspirowskie jest tu o tyle interesujące, że i Las Ardeński wystąpił w twórczości Barda, w Jak wam się podoba).  Las, miejsce niezwykłe, tajemnicze, budzące grozę. W niezliczonych historiach kreuję atmosferę przygody i fantastyczności. Niestety, samo wrażenie to za mało, aby stworzyć spójną opowieść.

Doctor Who 8x10, In the Forest of the Night
Las taki straszny

Odcinek pozostawia smutne wrażenie zmarnowanego potencjału. Nie jest zły – wciąga, bawi, nawet trochę wzrusza. Nie daje jednak takiej radości ze śledzenia nawiązań, jak najlepsze odcinki bazujące na grze z konwencją, jak chociażby The Shakespeare Code. Tutaj mamy obiecujący wstęp, z którym nic nie jest dalej zrobione. Jakby scenarzyści nie mogli się zdecydować, czy chcą postawic na zabawę z retellingami baśni, czy może są zainteresowani tylko baśniowymi name-drops. Niestety, zatrzymanie się w pół drogi pomiędzy jednym a drugim wyszło nieciekawie i rozczarowująco właśnie. Mamy tytułowy przebłysk – ale żaden tygrys nam się nie wyłania. A szkoda.

Continue Reading