Mydło i powidło #1

Wszelkiej maści polecanki popularne są w świecie internetowym. W gąszczu i natłoku informacji staramy się odkryć coś wartościowego, a przynajmniej pięknego. Stąd i mój zestaw inspiracji i fascynacji. Żadną miarą nie ma on zamiaru być regularnym, przeciwnie, będzie się pojawiał wtedy, gdy akurat kilka ciekawych linków się zbierze. Dziś, na początek, jedna ciekawostka znana od dawna i dwie odkryte dzisiaj.

Na początek ów staroć, ale wciąż tak samo zachwycający: bohaterki (głównie) disnejowskie w roli towarzyszek Doktora. Whoniversum to wdzięczny obiekt do wszelkich crossoverów; skoro można trafić do każdego czasu i miejsca, to dlaczego nie do fikcyjnego? Karen Hallion na wyjątkowych obrazkach daje wyraz fascynacji, ogromnej znajomości fandomu i wielkiego artyzmu. Polecam przejrzeć cały jej DevianART (ostrzegam, można przepaść). A tutaj próbka moich ulubionych:

disney, tangled, zaplątani, roszpunka, lampiony, doctor who, crossover
Doskonała metoda ucieczki z więzienia
czerwony kapturek, red riding hood, bad wolf, zły wilk, doctor who, crossover
Zły Wilk. Niby oczywiste, a jednak uderzające.

Drugi zachwytnik, również obrazkowy, znaleziony dzisiaj u kolegi, będącego jednym z najlepszych mi znanych speców od mitologii. Autorka tumbrla dragontwistedwire realizuje absolutnie fenomenalną koncepcję: Greek Mythology Dreamcast, tworząc przepiękne kolaże, w których zdjęcia aktorów i inne artystyczne fotografie składają w niezwykłą reinterpretacją opowieści i bohaterów mitologicznych. Dobór postaci i zdjęć jest w wielu miejscach nieoczywisty, a jednak wciąż wciągający. Miałam ogromny problem z wyborem kilku do zaprezentowania, przyjmijmy zatem, iż kryterium było czysto losowe.

greek mythology dreamcast
Gemma Arterton jako Gaja
greek mythology dreamcast
Eddie Redmayne jako Eros
Tom Hiddleston jako Apollo
greek mythology dreamcast
Felicity Jones jako Persefona

A tu zaledwie kilka z wielu zachwycających kolaży. Polecam także zajrzeć pod taga z mitologicznym picspamem, gdzie autorka tworzy równie ciekawe kompozycje (i gdzie można znaleźć kilka niedokładnie otagowanych dreamcastów). Są też analogiczne sekcje z tematyką baśniową, choć niezbyt jeszcze rozbudowane. Ogółem, poetyka i wrażliwość autorki są mi bardzo bliskie, i gdybym kiedyś się nauczyła robić ładne obrazki, chciałabym je robić właśnie tak.

I na zakończenie, jako przeciwwaga do mnogości wizualnej – trochę tekstu pisanego. „Trochę”, bo to tylko recenzja Interstellar w wykonaniu Jacka Dukaja. Autor, zanim dociera do właściwego tematu, snuje historię literatury i kina science-fiction, wyjaśniając wiele kwestii również takim laikom jak ja, którzy z tą gałęzią literatury (i filmu) nie są koniecznie za pan brat. Pisze arcyciekawie i tekst naprawdę nie jest z gatunku TL:DR. Jego odbiór filmu Nolana właściwie zgadza się z tym, co sama myślałam o seansie. Teraz przynajmniej mogę śmiało mówić, jak bardzo Interstellar mi się podobał, bo bycie w jednej grupie z Dukajem to przyjemnośc i honor.

Continue Reading

Ktoś powiedział „baśnie”?

Oczekiwanie na premiery filmowe jest zawsze bardzo miłą rozrywką, tym milszą, im cząściej można rozkoszować się oglądaniem trailerów i dyskutowanie o nich. Ostatnie dni uraczyły mnie dwoma obiecującymi zapowiedziami, dołożę do tego trzecią, już bardzo bliską spełnianie, tworząc tym samym obraz kolejnego sezonu z „modą na baśniowość”. Opowiadanie i re-opowiadanie baśni zawsze istniało, ale wysyp interesujących probukcji ostatnich lat – cóż, może tylko cieszyć każdego wielbiciela „baśniowości”. Zaliczam się do nich i ja, a szczególne zainteresowanie budzą we mnie – oprócz oczywiście samej treści i wizualizacji – schematy przetwarzania, czyli to, co stanowi o ciągłej żywotności danego tematu.

Zaczynając od najbliższej już premiery, Into the Woods – disneyowska wersja musicalu pod tym samym tytułem. Wersji musicalowej nie widziałam, i zastanawiam się, czy chcę nadrabiać, czy może lepiej dać się zaskoczyć filmowi. Zwiastun pokazuje zarówno plejadę gwiazd (od Meryl Streep ucharakteryzowanej na czarownicę bardziej fascynuje mnie Johnny Depp w roli Wilka – wygląda, jakby był stworzony do tej kreacji), ale przede wszystkim obiecuje wciągającą mieszankę wątków baśniowych, czyli to, co lubię najbardziej. Sądzę, że ciekawe może być zestawienie tego filmu z serialem Once Upon a Time (moją najulubieńszą wersją retellingów). Format oczywiście zupełnie odmienny, ale mimo wszystko porównanie może wypaść interesująco. W kinach już na Boże Narodzenie, doskonały prezent świateczny!

into the woods, w głębi lasu, disney 2014, merysl streep, baśnie, baśniowość
Przepięknie skomponowana grafika tytułowa, nie wiem, dlaczego, ale podoba mi się szalenie.

Dalej idą dwie produkcje zapowiedziane na przyszły rok. Kopciuszek będzie zapewne tradycyjną baśnią filmową, przeniesieniem znanej fabuły – istniałaby duża obawa sztampowości, gdyby nie reżyser, Kenneth Branagh. Po nim można się spodziewać absolutnie wszystkiego. Mam też niewielki problem z obsadą: Helena Bonham Carter jest w moim umyśle zbyt spleciona z postacią Bellatrix Lestrange oraz Królowej Kier – zatem gdy pojawiła się w zwiastunie jako wróżka chrzestna, miała usilne wrażenie, że zaraz wywinie jakiś numer. Zaś Lily James, tożsama dla mnie z lady Rose z Downton Abbey, wydaje mi się nieco zbyt infantylna do tytułowej roli. Niemniej bardzo chciałabym się mylić i wyczekuję seansu z niecierpliwością.

kopciusze, cinderella, disney

I wreszcie ostatnia zajawka, znajdująca się już na pograniczu baśniowości – nie tyczy się bowiem nie tyle ponownej wersji baśni sensu stricto, co fantastycznej opowieści dziecięcej. Mowa o stworzonej przez J. M. Barriego postaci Piotrusia Pana, która – wielokrotnie przenoszona na ekran – tym razem trafi do filmu o „początkach legendy”. Trailer produkcji, zatytułowanej po prostu Pan”, jest znakomicie skonstruowany. Sama idea budzi jednak pewne obawy. Dopisywanie rozmaitym postaciom i historiom początków jest bardzo popularne i może wypaśc bardzo rozmaicie. Tutaj – trudno przewidzieć. Zapowiedziana historia sama w sobie wciąga, ale nie sposób przecież na nią patrzeć w oderwaniu od książek. To znaczy, może być od nich oderwana, ale wtedy musi się bronić samodzielnie, jako naprawdę dopra historia, albo przynajmniej w kategorii guilty pleasure. Co będzie, zobaczymy.

Continue Reading

Błysk w gąszczu mroku, czyli taki sobie retelling

In the Forest of the Night udało mi się obejrzeć bardzo szybko (to znaczy szybciej, niż zazwyczaj!), unikając lektury jakiejkolwiek recenzji czy spoilerów. Tytuł i plakat obiecywały interesującą zabawę ideą lasu, ale żadnych większych oczekiwań nie miałam. Ujrzawszy więc  przemykającą wśród gęstwiny dziewczynkę w czerwonym kapturku, wydałam z siebie okrzyk radości. Zapowiadało się naprawdę dobrze. Wszak Doktor eksploruje nie tylko historię, zagłębia się także w świat naszych wyobrażeń i legend. Czemuż zatem nie miałby zbłądzić tym razem do jakiegoś Zaczarowanego Lasu? Co prawda jedno takie miejsce już było, ale miało ono ściśle literackie konotacje (The Doctor, the Widow and the Old Wardrobe).

Maebh Arden, Doctor Who 8x10, In the Forest of the Night
Mały czerwony płaszczyk w wielkim podejrzanym lesie

Lecz niestety, odcinek nie jest taki, jakby się chciało, żeby był. Czuję rozczarowana przede wszystkim zmarnowanym potencjałem na grę z baśniową konwencją. Rewelacyjny trop opozycji mała dziewczynka versus wielki groźny las nie znajduje satysfakcjonującego rozwinięcia. Baśniowość zostaje sprowadzona do poziomu żartobliwej inkrustracji, jednak po tak sugestywnym otwarciu, jakim jest ujęcie biegnącej przez las Maebh, pozostaje uczucie niedosytu.

Kilka rzuconych tu i ówdzie aluzji baśniowych nie jest w stanie zadowolić. Mamy – niezwykle standardowo – atakujące wilki. Ponownie, zestawienie tego z naszą little red riding hood zapowiada się obiecująca – ale nic z tego. Wilki zbudują trochę grozy i właściwie przysłużą się tylko wprowadzaniu tytułowego, blake’owego tygrysa. Tenże metatekstualny bohater jest tutaj chyba najfajniejszym nawiązaniem: ma swoje miejsce, swój sens i nie próbuje udawać czegoś więcej.

 

Doctor Who 8x10 In the Forest of the Night recenzja
Doctor&Maebh

Dalej nasza bohaterka rozrzuca po lesie swoje przybory szkolne, jakby znacząc drogę okruszkami – ale jakoś podane na tacy nawiązanie nie bawi, nie cieszymy się, że Doktor wie, że my wiemy. Clara zaś wyraża obawę, że wkrótce napotka domek z piernika – i daje to tak samo nijaki efekt. Jest jeszcze uwaga na temat lasu pojawiającego się w ciągu nocy – iż niemożliwe jest, aby bohaterowie spali tak długo, niczym Śpiąca Królewna. Ale znowu, jak wszystkie poprzednie, to tylko żartobliwa inkrustracja, w ogóle niepociągnięta dalej, i – szczerze mówiąc – sprawia wrażenie wciśniętej na siłę. Warto jeszcze zwrócić uwagę na imię głównej bohaterki: Maebh, zaczerpnięte z mitologii irlandzkiej, sugerujące zatem pewną niezwykłość; i nazwisko Arden, kojarzące się z Lasem Ardeńskim, jednym z największych i najsłynniejszych w Wielkiej Brytanii.

I to las jest chyba najciekawszym bohaterem odcinka. Jego niezwykłe pojawienie się w ciągu jednej nocy oczywiście jednoznacznie kojarzy się z Lasem Birningham (zapętlenie szekspirowskie jest tu o tyle interesujące, że i Las Ardeński wystąpił w twórczości Barda, w Jak wam się podoba).  Las, miejsce niezwykłe, tajemnicze, budzące grozę. W niezliczonych historiach kreuję atmosferę przygody i fantastyczności. Niestety, samo wrażenie to za mało, aby stworzyć spójną opowieść.

Doctor Who 8x10, In the Forest of the Night
Las taki straszny

Odcinek pozostawia smutne wrażenie zmarnowanego potencjału. Nie jest zły – wciąga, bawi, nawet trochę wzrusza. Nie daje jednak takiej radości ze śledzenia nawiązań, jak najlepsze odcinki bazujące na grze z konwencją, jak chociażby The Shakespeare Code. Tutaj mamy obiecujący wstęp, z którym nic nie jest dalej zrobione. Jakby scenarzyści nie mogli się zdecydować, czy chcą postawic na zabawę z retellingami baśni, czy może są zainteresowani tylko baśniowymi name-drops. Niestety, zatrzymanie się w pół drogi pomiędzy jednym a drugim wyszło nieciekawie i rozczarowująco właśnie. Mamy tytułowy przebłysk – ale żaden tygrys nam się nie wyłania. A szkoda.

Continue Reading