An Irish girl

Są takie filmy, w których można się zakochać od pierwszego rzutu okiem na zwiastun. Które nie zapewniają żadnych wielkich zwrotów akcji, ale za to odrobinę wzruszeń, trochę tęsknoty, piękne kadry i przemiłą ucieczkę do innego, uroczego świata. „Brooklyn” to jeden z takich filmów.

[wpis zawiera spoilery]

brooklyn film recenzja saorise ronan ellisa lacey

Continue Reading

Lista książek 2016

lista książek 2016 52 książki wyzwanie czytanie

Oto moja lista książek 2016 – systematycznie uzupełniany zbiór aktualnych lektur. Zapisywać przeczytane książki próbuję od jakichś dwóch lat. Zawsze sobie obiecuję i zapominam, albo postanowienie trafia na okres posuchy czytelniczej i nic z niego nie wynika. W tym roku jest szczęśliwie inaczej! Jeszcze w styczniu spisałam te kilka przeczytanych i udaje mi się to systematycznie uzupełniać. Niestety, ze względu na spisywanie z pamięci, pierwsze kilkanaście pozycji niekoniecznie zachowuje porządek czytania – ale to chyba bez znaczenia. A po co to w ogóle robić? Zastanawiam się nad tym w osobnym wpisie.

Ciekawi mnie, jaka będzie statystyka na koniec roku. Na pewno dużo większa, niż modne tu i ówdzie 52. Z drugiej jednak strony, szał czytelniczy (który aktualnie przeżywam) bywa równoważony przez czas niechęci do czytania (a raczej niemożności zebrania się doń). Wychodzi mi na to, że regularne czytanie to po prostu nawyk, który można sobie wyrobić. Aktualnie wyrabiam go poprzez czytanie raczej lekkich i nieskomplikowanych rzeczy – dzięki temu łatwiej jest przejść do poważniejszej i porządniejszej literatury. Kiedyś czytałam zawsze i wszędzie – pora do tego wrócić. Ciekawa jestem, jak się to rozwinie w ciągu roku. Fajna w takiej liście jest także możność zapamiętania, co się czytało – większość powieściowych książek ucieka gdzieś z pamięci.

Ad rem. Przed wami moja lista książek 2016!

Continue Reading

Dziesięć książek, które…?

książki czytanie kanon galaktyka gutenberga arcydzieło

Jakiś czas temu przez portale społecznościowe przewinęła się mania wymienianiu dziesięciu książek. Miały być to książki „najważniejsze” (cokolwiek to znaczy), najbardziej wpływowe, a może ulubione w dzieciństwie. Zasady płynne, i każdy wymieniający interpretował je po swojemu.  I mnie zdarzyło się wymienić listę, którą potem nieustannie miałam ochotę zmieniać. Teraz postanowiłam ją zebrać i podsumować. Ot, tak, aby nie zaginęła w efemeryczności internetowej. Dziesięć książek, bez których byłabym kimś innym. Porządek ściśle losowy.

Continue Reading

Epicki zwiastun nie-Hobbita

Istnieje pewna kategoria rozrywek, wobec których staję się bezkrytyczna. Może nie absolutnie, ale całkiem blisko temu. W takim dziele absurd czy niekonsekwencja musiałyby sięgnąć zenitu, żebym je w ogóle zauważyła. Podobny związek, idealnie wpisujący się w angielski frazeologizm guilty pleasure, posiadam w Jacksonowymi ekranizacjami dzieł Tolkiena. Ustalając fakty. Tolkien był geniuszem. Jackson nie. Książki to arcydzieła. Filmy nie. Ale nie przeszkadza mi to świetnie się bawić.

Przede wszystki, ten zwiastun jest świetnie zmontowany. Poprzednie były dobre, ten wprost zapiera dech w piersiach. Widoki, rozmach, przystojne krasnoludy, wzniosłe kwestie – czego chcieć więcej. Mnie potrzeba jeszcze tylko dobrego romansu – zatem zaliczam się do wąskiej grupy wielbicieli rudej elfki. Ruda elfka to archetyp nastoletnich wyobrażeń ogólnej wszechwspaniałości. A fizjonomia Kiliego mówi sama za siebie.

Książki Tolkiena wywarły ogromny wpływ na moje myślenie. Pierwsze filmy to było zachłyśnięcie się krajobrazami, muzyką i ogólną wizualizacją dotychczasowych. Potem pojawiały się coraz większe rozbieżności, aż wreszcie przy Hobbicie trzeba było zdecydować: albo zasapać się przy udowadnianiu, że „w książce było inaczej”, albo przyjąć, że Śródziemie Jacksona nie jest Śródziemiem Tolkiena. I dobrze się bawić.

Przyjęłam drugą opcję. Jest fantasy, jest Nowa Zelandia, są estetyczne krasnoludy, jest Legolas i jego sobowtór, jest piękna muzyka – jest dobrze. Nie mogę się doczekać, a z drugiej strony żałuję, że to będzie #onelasttime. Wspaniale jest móc jeszcze raz pooddychać powietrzem Śródziemia, poczuć ten rozmach i epickość, która – dla mnie – w żadnej innej produkcji nie jest równie epicka i z równie wielkim rozmachem. Nie zgadzam się, że to profanacja czy inne zbeszczeszczenie. Książkom to nic nie ujmie. Filmy to osobne dzieła, które mogą posługiwać się inna poetyką i używać innych chwtów. Jestem pewna, że Profesor Tolkien też by to zrozumiał i równie dobrze bawił się na seansie, popalając swoją fajkę.

Continue Reading